WYbrane hasła
Nowoczesność Reymonta
Leksykon
Niniejsze hasła wchodzą w skład publikacji Nowoczesność Reymonta. Leksykon, projektu realizowanego przez Fundację Rozwoju Przedsiębiorczości im. Prof. Jerzego Dietla, w ramach konkursu Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi na działania promujące dorobek literacki Władysława Reymonta ogłoszonego w 2024 r. Realizatorami projektu są: filolożka, znawczyni literatury poświęconej Łodzi dr Karolina Kołodziej (Uniwersytet Łódzki), ekonomista dr Marcin Podgórski zajmujący się samorządem terytorialnym (Uniwersytet Łódzki) oraz antropolog kultury i pisarz dr Przemysław Owczarek.
Każde hasło projektu w postaci jego rozwinięcia składa się z pięciu elementów tekstowych: cytatów z dzieł Władysława Reymonta związanych z hasłem-zjawiskiem, komentarza popularnonaukowego interpretującego hasło w kontekście twórczości noblisty, korespondencji – cytatów dotyczących tego zjawiska i jego kontekstu kulturowo-historycznego z innych dzieł literackich, współczesnego kontekstu hasła i jego aktualnego rozumienia oraz bibliografii.
Nowoczesność
[Halpern] – Ja tu znam każdy dom, każdą firmę – zaczął mówić gorąco. – Pamiętam Łódź, jak miała dwadzieścia tysięcy, a dzisiaj ma trzysta! A ja się doczekam, jak ona mieć będzie pół miliona, jak nie umrę prędzej! Ja to musze widzieć na własne oczy, muszę się ucieszyć.
[Trawiński] – Jeżeli ją przedtem licho nie weźmie – szepnął nienawistnie.
– Ha, ha, ha, panie Trawiński, pan nie mów takich śmiesznych rzeczy! Łódź jest, Łódź będzie! Pan jej nie znasz. Pan wiesz, ile ona w zeszłym roku zrobiła obrotu? Dwieście trzydzieści milionów rubli – wolał z entuzjazmem, przystając aż na chodniku. – to jest ładny grosz. Pan mi pokaże takie drugie miasto!
– Nie ma się znowu tak czym chwalić, a zresztą masz pan rację, że takiego złodziejskiego miasta nie ma drugiego w Europie – mówił ze złością.
– Złodziejskie czy nie złodziejskie, to dla mnie jest papier. Mnie chodzi o co innego, ja chcę, żeby stawiali domy, żeby budowali fabryki, robili ulice, urządzali komunikacje, przeprowadzali drogi! Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz.
– Na początku już są wielkie szwindle i wielka tandeta.
– To nie żaden feler, bo z tego urośnie wielka Łódź. [W. Reymont, Ziemia obiecana, s. 90, http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ziemia-obiecana].
Trupy, Archeologia ma swoje miejsce w muzeach; w życiu dzisiejszym nie ma czasu na zajmowanie się upiorami. […] Cóż mi pomoże cześć tradycji do zbytu perkalików! Cóż mi pomogą moi kasztelańscy przodkowie, gdy stawiam fabrykę i muszę szukać kredytu! Dają mi go Żydzi, a nie wojewodowie. A cały ten balast rupieci, jak tradycja, jest jak cierń w nodze, przeszkadza do szybkiego chodzenia. Człowiek dnia dzisiejszego, który nie chce zostać cudzym parobkiem, musi być wolnym od więzów, przeszłości, szlachectwa i tym podobnych przesądów, to krępuje wolę i obezsila w walce z przeciwnikiem bez skrupułów – bo bez tradycji; przeciwnikiem dlatego strasznym, że jest sam sobie przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, środkiem i celem. [W. Reymont, Ziemia Obiecana s. 207 – 208 http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ziemia-obiecana].
KOMENTARZ
Teraźniejszością i przyszłością, środkiem i celem jest wartość, wedle której można dokonać wyceny innych wartości – pieniądz. Reymont nazywa go „przeciwnikiem”, jak w teologii chrześcijańskiej nazywa się diabła, czy w tradycyjnych systemach religijnych określa się demoniczne postacie, które stoją na drodze do transcendencji. To centralna wartość kapitalizmu i nowoczesności, jądro znaczeniowe kapitalistycznego mitu, wymierna siła energii życiowej, którą należy opanować, zdobyć, przejąć, którą należy zawładnąć ciężką pracą bądź łamiąc zasady etyczne, jeśli chciwie pragnie się bogatego życia lub godnego życia spełnionego w dobrobycie.
Jak zauważył Przemysław Czapliński analizując nowoczesność Ziemi obiecanej Reymonta:
Dla pisarza w centrum nowoczesności znajduje się energia. Nie tyle nawet znajduje się, co drga, promieniuje, faluje, oddziałuje. Energia to zdolność do wykonania pracy, czyli potencja przeprowadzenia zmian. W polu oddziaływania energii wszystko staje się plastyczną masą. Łódź, jako pole nowoczesnej energii, pociąga wszystkich, ponieważ umożliwia tworzenie siebie i rzeczywistości bez wzorów, bez uzależnień wstecznych, bez genealogicznych ograniczeń. [Przemysław Czapliński, Księga założycielska polskiego kapitalizmu. O Ziemi obiecanej Reymonta. „Teksty Drugie” 2019, nr 5, s. 317.]
Sto lat temu Roman Dmowski, przywódca Narodowej Demokracji, na swój sposób zafascynowany zachodzącymi zmianami cywilizacyjnymi, recenzując nowoczesną powieść Reymonta, ową energię ujął w następującą metaforę:
»Ziemia obiecana« to Łódź, największe ognisko przemysłowe współczesnej Polski. Tu, pod wpływem nowych warunków ekonomicznych, w niejednolitym składzie rasowym i kulturalnym, w środowisku niemiecko-żydowsko-polskiem, przy ciągle napływających skutkiem szybkiego wzrostu przemysłu nowych żywiołach, wytworzyło się nowe życie, z odrębną, całkiem nieznaną ogółowi polskiemu fzjognomią. [Roman Dmowski, Nowa powieść społeczna. (Uwagi o Ziemi Obiecanej Wł. St. Reymnta), „Przegląd Wszechpolski” 1899, nr 2, s. 69.]
Nowoczesność narodziła się z mariażu kapitalizmu i nauki, na skrzyżowaniu racjonalności i sekularyzacji, urbanizacji i uprzemysłowienia. Wyraźnie jawi się w relacji do swojego przeciwieństwa – tradycji – z której tak często czerpie inspiracje. Ta opozycja stanowi punkt centralny rozważań w socjologii, szczególnie w nurcie zapoczątkowanym od Maxa Webera. Jego kontynuator i interpretator, Anthony Giddens, stwierdził, że żyjemy dzisiaj w społeczeństwie posttradycyjnym, w którym „we wszystkich dziedzinach działań społecznych ludzie muszą dokonywać jednostkowych wyborów, podczas gdy w społeczeństwach przednowoczesnych to tradycja dostarczała względnie ustalonych horyzontów funkcjonowania”. [J. Good, Kapitalizm i nowoczesność. Islam, Chiny, Indie a narodziny Zachodu, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2010, s. 45.]
Niewątpliwie źródeł nowoczesności szukać należy także w osiemnastowiecznej Europie, która doświadczyła, jak stwierdził Jack Good, gigantycznej ekspansji słowa drukowanego. Od momentu wynalezienia druku rynek książki powiększał się sukcesywnie. Nastąpił gwałtowny wzrost sprzedaży książek, a co za tym idzie bibliotek, programów abonenckich i klubów książkowych. Na Zachodzie umiejętność pisania i czytania wśród mężczyzn z 10 procent w 1506 roku wzrosła do 45 procent w 1714 roku oraz 60 procent w połowie tego samego stulecia. Wskaźniki dla kobiet przedstawiały się odpowiednio: 1, 25, 40 procent. Jak stwierdził Good: „Nigdy dotąd dostęp do książek nie był większy, przynajmniej jeśli chodzi o Europę.” [ J. Good, Kapitalizm i nowoczesność. Islam, Chiny, Indie a narodziny Zachodu, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2010, s. 51.]
Możliwość reprodukowania i upowszechniania pisma jest warunkiem postępu wszelkiej myśli. XIX wiek zrodził filozofów, bez których, jak udowadnia to Marshall Berman, namysł nad nowoczesnością pozbawiony byłby teoretycznych fundamentów. Chodzi przede wszystkim o Karola Marksa i Friedricha Nietschego. Podstawowym faktem życia nowoczesnego, jak stwierdził Karol Marks, jest zasadnicza sprzeczność tkwiąca u jego fundamentów:
Z jednej strony, zostały powołane do życia takie przemysłowe i naukowe siły, o których żadna z poprzednich epok w dziejach ludzkości nie miała w ogóle pojęcia. Z drugiej strony, istnieją symptomy upadku, które po wielokroć przewyższają wszystkie znane nam okropności ostatniego okresu imperium rzymskiego. W naszych czasach wszystko jest jak gdyby brzemienne w swoje przeciwieństwo. Maszyna, która ma cudowną moc skracania pracy człowieka i czynienia jej owocniejszą, staje się, jak widzimy, źródłem jego nędzy i wycieńczenia. Nowo odkryte siły bogactwa przeistaczają się, jak gdyby wskutek dziwnych czarów, w źródła nędzy. Zwycięstwa na polu techniki okupione zostały, jak się zdaje, kosztem wartości moralnych. W tej samej mierze, w jakiej ludzkość zdobywa władzę nad przyrodą, człowiek zdaje się popadać we władzę innych ludzi lub we władzę własnej nikczemności. Nawet jasne światło wiedzy może widocznie świecić jedynie w mroku niewiedzy. Wszystkie nasze wynalazki i cały nasz postęp nie mają, zdawałoby się, innych wyników jak ten, że siły materialne obdarzone zostają życiem duchowym, a życie ludzkie zostaje przytępione i sprowadzone do poziomu sił materialnych. [K. Marks, Przemówienie wygłoszone w rocznicę „The People’s Paper” 14 kwietnia 1865 roku w Londynie, [w:] K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 12, Warszawa 1967, s. 3 – 4, cyt. za M. Berman, Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności, Universitas, Kraków 2006, s. 21.]
Nowoczesność zaistniała zatem nie tylko w relacji do swoich opozycji – tradycji i religii, ale rozwijała się dzięki energii tworzących ją wewnętrznych przeciwieństw. Marks w Manifeście komunistycznym, jawi się jako jeden z pierwszych teoretyków nowoczesności, którego myśl jest nadal aktualna i nieodzowna w zrozumieniu sił, które stworzyły nowoczesność. „Więzy, przeszłość, szlachectwo i tym podobne przesądy, trupy, archeologia, upiory”, którym Borowiecki odmawia racji bytu to przecież „zaśniedziałe stosunki”, które nowoczesność utlenia doprowadzając do ich ostatecznego rozpadu:
Wszystkie stężałe, zaśniedziałe stosunki wraz z nieodłącznymi od nich, z dawien dawna uświęconymi pojęciami i poglądami ulegają rozkładowi, wszystkie nowopowstałe stają się przestarzałe, zanim zdążą skostnieć. Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu i ludzie muszą wreszcie spojrzeć trzeźwym okiem na swoją pozycję życiową, na swoje wzajemne stosunki. [K. Marks, Manifest komunistyczny, [w:] K. Marks, F. Engels, Dzieła wybrane, Warszawa 1981, s. 346., cyt. za M. Berman, dz. cyt., s. 22 – 23.].
Nietzsche, drugi wielki filozof podejrzliwości i nowoczesności, zaoferował nam podobne, aczkolwiek charakterystyczne dla swojego stylu, rozpoznania. Dla Nietzschego każda rzecz w świecie nowoczesności jest także brzemienna w swoje przeciwieństwo:
W tym punkcie zwrotnym historii współistnieją obok siebie, a często się ze sobą splatają i miotają, wspaniałe puszczańskie wzrastanie i dążenie wzwyż, tropikalne tempo współzawodnictwa we wzrastaniu oraz, z drugiej strony, ginięcie i rujnowanie siebie – wszystko to na skutek niejako eksplozji egoizmów, które z dziką pasją zwracają się przeciwko sobie, które walczą ze sobą „o słońce i światło”, przy czym w dotychczasowej moralności nie widzą już ograniczającej i kiełznającej mocy, która kazałaby się im wzajemnie oszczędzać. […] Nowe cele i nowe środki, już bez wspólnych formuł, przymierze, braku zrozumienia i braku poszanowania, upadek, zepsucie, najwyższe żądze przeraźliwie ze sobą splątane, tryskający z wszelkich rogów obfitości dobrego i złego geniusz rasy, fatalna jednoczesność wiosny i jesieni […] Znów pojawia się zagrożenie, ta macierz moralności – wielkie zagrożenie, tym razem przeniesione w jednostkę, w bliźniego i przyjaciela, na ulicę, we własne dzieci, we własne serce, w najbardziej własne i tajemne treści pragnienia i woli. [F. Nietzsche, Poza dobrem i złem. Przeł. G. Sowiński, Wydawnictwo A, Kraków 2001, §262, s. 202-203., cyt. za: M. Berman dz. cyt., s. 24.].
Nietzsche dostrzegł grę przeciwieństw w obrębie nowoczesnej świadomości jednostki, która: „ośmiela się być czymś osobnym i odrębnym”, ale sam wybrał wobec niebezpieczeństw nowoczesności postawę radosnej afirmacji: „My, nowocześni, my półbarbarzyńscy, dopiero teraz zaznajemy naszego błogostanu, gdzie w największym jesteśmy niebezpieczeństwie. Naszą pokusą jest właśnie pokusa nieskończonego, niezmierzonego żywiołu”. [F. Nietzsche, Poza dobrem i złem. Przeł. G. Sowiński, Wydawnictwo A, Kraków 2001, § 223, s. 148., cyt. za: M. Berman dz. cyt., s. 25.]. Nikt oczywiście nie jest w stanie wytrwać w owym niebezpieczeństwie. Nie da się w nim żyć nieustannie, bowiem jednostce grozi szaleństwo. W końcu sam Nietzsche w nie popadł. Ale z równą żarliwością, co Marks, głosił wiarę w nowego człowieka – „człowieka jutra i dnia następnego” – który „stojąc w opozycji wobec tego, co dziś”, stworzy „nowe wartości”, potrzebne nowoczesnym jednostkom bez względu na ich płeć i społeczną pozycję. Bowiem przed każdym człowiekiem otwiera się otchłań [M. Berman, dz. cyt., s. 25.].
Przeciwieństwa rządzą także losem Fausta Johanna Wolfganga Goethego, dzieła uznanego za klasyczny wyraz nowoczesnych poszukiwań duchowych. Faust osiąga spełnienie i zarazem doznaje katastrofy w tragicznym akcie transformacji nowoczesnego życia materialnego. Berman uznając Faustowską perspektywę za kluczową, docenił siłę i oryginalności Marksowskiego „materializmu historycznego” bowiem o jego doniosłości przesądziło „światło, jakie rzuca on na nowoczesne życie duchowe”. Wedle Bermana, Marksa i Goethego połączyła perspektywa, „którą podzielano w ich czasach znacznie powszechniej, niż obecnie: chodzi o przekonanie, że »nowoczesne życie« stanowi pewną spójną całość”. Jego poczucie stanowi zresztą podstawę Puszkinowskiej charakterystyki Fausta jako „Iliady życia nowoczesnego”, a więc spełnionego w swej całości dramatycznego dzieła. [M. Berman, dz. cyt., s. 114.]. Karol Borowiecki Reymonta oraz inne postacie lodzermenschów, noszą faustowskie rysy i poruszają się w przestrzeni pozbawionej ponadczasowych punktów stałych, czy osi wartości, którą tworzyła tradycja oparta na religii. Berman pokazuje ten proces przez pryzmat myśli Marksa:
„Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Kosmiczny zasięg i wizjonerska wielkość tego obrazu, jego silnie skondensowana i dramatyczna moc, nieuchwytnie apokaliptyczny posmak, niejednoznaczność punktu widzenia (niszczycielski żar to także symbol wielkiej energii, nadmiaru życia) – wszystkie te rysy cechować mają przecież wyobraźnię modernistyczną. Właśnie coś takiego spodziewalibyśmy się znaleźć u Rimbauda lub Nietzschego, Rilkego lub Yeatsa – „Things fall apart, the center does not hold”. [W.B. Yetas, Second Coming (Drugie przyjście) w tłum. S. Barańczaka: „Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze”]. W rzeczywistości obraz ten pochodzi od Marksa, i to nie z jakiegoś ezoterycznego, długo niepublikowanego młodzieńczego rękopisu, lecz z samego środka Manifestu komunistycznego, stanowiącego kulminację Marksowskiego opisu „nowoczesnego społeczeństwa burżuazyjnego”. [M. Bermann, dz. cyt., s. 115-116.].
Daniel Bell w Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu, podobnie jak Berman, wskazał autonomizację jednostki oraz przeciwstawne impulsy rządzące nowoczesną świadomością. Zasadnicze założenie nowożytności charakterystyczne dla zachodniej cywilizacji od XVI w., oparte było na przekonaniu, że podstawową jednostką społeczną nie jest grupa zawodowa, społeczna, czy bytująca na danym terytorium, lecz osoba. Zachodnim ideałem był i jest autonomiczny człowiek, który samookreślając się poprzez rozmaite akty i gesty osiągnął wolność. Efektem akceptacji tego stanu świadomości było odrzucenie wszelkich instytucji, jak chociażby uczyniła to reformacja w odniesieniu do sumienia jednostki. Kolejnym efektem było poszerzanie granic geograficznych i społecznych, oferujące możliwości podporządkowania natury oraz kształtowanie samego siebie, polegające niejednokrotnie na zanegowaniu korzeni własnej tożsamości, ponieważ tylko taki gest umożliwiał przekształcenie osobowości: Cóż mi pomoże cześć tradycji do zbytu perkalików! Kategorią bazową stała się zatem przyszłość, nie zaś odniesienie do tradycji. Wszystko to znajduje według Bella dwojaki wyraz:
W gospodarce pojawia się mieszczanin-przedsiębiorca. Wyzwolony z tradycyjnych więzi wyznaczających mu ściśle określony i niezmienny status, poszukuje on swej szansy w ekonomicznej przebudowie świata. Ideałem staje się społeczna mobilność oraz swobodny obrót towarami i pieniędzmi. […] W kulturze pojawia się niezależny artysta, uwolniony spod opieki kościoła i książęcego mecenasa, piszący i malujący raczej wedle gustu własnego niż swego patrona, a rynek zapewnia mu swobodę. To dążenie do niezależności nie tylko od mecenasa, ale i od wszelkich koncepcji niczym nieograniczonej ekspresji osobowości. Impulsem do działalności zarówno przedsiębiorcy, jak i artysty jest nieustanne poszukiwanie tego, co nowe, przekształcanie przyrody i świadomości. [D. Bell, Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994, s. 50-51.].
Ten prymat indywidualizmu oferujący przed jednostką perspektywę nieograniczonego rozwoju osadzony jest w bezpośrednio uchwytnej manifestacji nowoczesności, jakim jest wielkie nowoczesne miasto, zwłaszcza przemysłowe, które, jak stwierdził Georg Simmel:
karmi się jednak wyłącznie produkcją rynkową, tj. skierowaną do osób nieznanych producentowi nawet z widzenia. […] Nowoczesny umysł staje się coraz bardziej umysłem liczącym. Ideałem nauk przyrodniczych jest przekształcenie świata w zadanie rachunkowe, przedstawienie każdej jego cząstki w postaci formuły matematycznej. Otóż ideałowi temu odpowiada rachunkowa dokładność życia praktycznego, narzucona przez gospodarkę pieniężną. Ona dopiero wprowadziła w życie wielkiej liczby ludzi rozważanie, liczenie, określenia liczbowe, sprowadzanie wartości jakościowych do ilościowych. Dzięki rachunkowej istocie pieniądza do naszego życia wkroczyła precyzja, ścisłe określanie podobieństw i różnic, jednoznaczność umów i postanowień – na co zewnętrznie wpłynęło upowszechnianie zegarków kieszonkowych [G. Simmel, Most i drzwi. Wybór esejów, Oficyna Naukowa, Warszawa 2006, s. 116–118.].
Bohater Braci Aszkenazy, Maks – lodzermensch jak się patrzy – nieustannie coś liczy, nawet przy obiadowym stole na serwetkach, co irytuje jego żonę Dinełe. W nowoczesności czas to przecież pieniądz, zmaterializowany środek i cel potęgujący energię życiową. Nowoczesność i napędzający ją kapitalizm nastawione są na przyszłość, na ciągły proces transformacji i technicznego doskonalenia środków produkcji. Mit progresji sprzęża ludzkie indywidua z maszynami i wynalazkami, za pomocą których ludzkość rozpoczęła proces podboju i niszczenia świata w wymiarze jego przyrodniczych zasobów.
Jak zauważył Przemysław Czapliński, swoista mistyka nowoczesności u Reymonta łączy go z futurystami, jeśli chodzi o „ekstatyczną moc zmiany”, ale w przeciwieństwie do nich, którzy pragnęli rozpętać wszelkie nowoczesne siły i fascynowali się technologiami, środkami transportu, radiem, rosnącym tempem codziennego życia i anonimowością nowoczesnej metropolii, Reymont opowiadał się za ich kontrolą i okiełznaniem. Noblista był zatem orędownikiem „innej nowoczesności”. Gdy futuryści fetyszyzowali szybkość, Reymont potencję nieograniczonych zmian upatrywał w energii: [P. Czapliński, dz. cyt., , s. 318 – 319.].
Według Reymonta – pozwolę sobie powtórzyć – kapitalizm to nie same pieniądze, lecz przede wszystkim energia, która wciąga człowieka w proces wytwarzania nowej rzeczywistości. Proces ów oglądany od strony pojedynczego człowieka polega na wydobyciu z indywiduum tylko tej jego części, która może współpracować z maszyną-fabryką. Człowiek, który wchodzi do fabryki, zmienia się w istotę protetyczną, którą można dostawiać i dostrajać do urządzeń mechanicznych. W szerszym ujęciu energia nowoczesna wykształca również nowe społeczeństwo. Rodziny, klasy i narody tracą spoistość, mieszają się, przenikają nawzajem i tworzą zbiorowość o nieokreślonej konsystencji. Nie jest przy tym jasne, czy jakakolwiek trwała struktura społeczna powstanie w wyniku tak powszechnych przemieszczeń. [P. Czapliński, dz. cyt., s. 320.].
Jeśli dla Marksa wszystko, co stałe rozpływało się w powietrzu, to u Reymonta, jak twierdzi Czapliński, mamy raczej do czynienia z chaosem, w którym jak w karnawale „wszystko się miesza, że zacierają się różnice, że poszczególne cząstki społeczeństwa – człowiek, rodzina, klasa, naród – tracą specyficzną dla siebie kulturę”. Religia, aksjologia, zasady, tradycja okazują się nieistotnie, nie mają już mocy nadawania orientacji ludzkiemu życiu, inaczej: nie są przycumowane do ziemskiego padołu – wszystko zostaje zracjonalizowane, pragmatycznie ujęte i podporządkowane zyskowi, jako materializującej się energii. I stąd wywodzi Czapliński ostateczną konkluzję dla swoich literaturoznawczych rozwiązań:
Reymont wprowadził więc do wyobraźni polskiej kapitalizm jako świat bez podstaw i bez zasad – świat bezguścia, zepsucia, demoralizacji, drapieżności i chciwości bez granic. Przeciwstawił zaś temu resztkę feudalizmu, czyli koncepcję przetrwania na podstawie kultury szlacheckiej, wzbogaconej o zasady pożytku społecznego. Tam, gdzie zaczęły powstawać nowe formy, rozmyte i słabiej zakorzenione w przeszłości, pisarz zaproponował formy dawne. W ten sposób podtrzymał przekonanie o tym, że przez fałszywą ziemię obiecaną kapitalizmu można przejść do prawdziwej. [P Czapliński, dz. cyt., , s. 309 – 325.].
Ale jak miałaby ona wyglądać, to już rzecz dzisiejszych wizjonerów, którym wyludniająca się Łódź rzuca wyzwanie, jak zresztą i cały świat, w którym następuje kolejne przebiegunowanie rządzących nim sił.
KORESPONDENCJA:
W Braciach Aszkenazy Izraela Singera, główny bohater, Symcha Mejer jawi się jako typowy człowiek dokonujący exodusu z własnej tradycji:
Jako prawdziwy łodzianin żywił przekonanie, że przyszłość miasta należy do maszyn parowych i kominów fabrycznych. Wziął się do ręcznych warsztatów, ale uważał je tylko za most, po którym przejdzie dalej. Wprawdzie mógł już i teraz przejść na maszyny, założyć małą fabryczkę, w której zamiast ręcznych warsztatów, pracowałyby parowe, mógłby po trochu wprowadzić coraz więcej warsztatów powiększyć produkcje, aż zaszedłby wysoko. Ale Symche Majerowi spieszyło się już teraz, nie mógł czekać. Chciał szybko podskoczyć w górę, zrobić olbrzymi skok, i przy tym nie skręcić karku. Mierzył wysoko, chciał wziąć miasto szturmem, zdobyć największą twierdzę. Nie mógł jednak przeskoczyć od razu przez wysokie musy. Zbyt małe i błahe było jego kilkadziesiąt tysięcy rubli, żeby móc nimi od razu zdobywać wysokie mury wielkich fabryk. Ale Symche Majer wiedział ze świętych ksiąg, że maleńki mól jest silniejszy od największej szafy, jeśli mu pozwolić się do niej dostać, a iskra może spalić największy dom, jeśli dostanie się w szczelinę [ I.J. Singer, Bracia Aszkenazy, T. 1, Sagitta S. C., Warszawa 1992, s. 185.].
Świadczy o tym także poniższy fragment, który jest typowym przykładem „inicjacji” w porządek nowoczesności, której wyrazem jest zmiana tożsamości, a co za tym idzie, również imienia i nazwiska jako sygnatury nowej egzystencji:
Wraz z wszystkimi starszymi ludźmi, których zamieniono na młodszych i nowocześniejszych, został również zmieniony generalny przedstawiciel handlowy, reb Abraham Hersz Aszkenazy, mający przez długie lata swój skład na ulicy Piotrkowskiej, a na jego miejsce przyszedł jego syn, Symche Majer. Była to nagroda za pożyczenie pieniędzy młodym Hünzom na kupienie baronostwa. […] Na nowych wielkich szyldach, na których wymalowano teraz markę fabryczną, dwóch brodatych nagich Germanów z liśćmi figowymi na biodrach, wypisano złotymi literami, w trzech językach, po niemiecku, po rosyjsku i po polsku, że generalnym przedstawicielem manufaktury Hünzego i Goetzkego jest Maks Aszkenazy. Wraz z dotychczasowym imieniem „Symche Majer”, zrzucił obecny Maks Aszkenazy również swój chasydzki ubiór i wdział krótki surdut. Zgolił sobie bródkę, zostawiając z niej zaledwie spiczasty koniuszek. Potem zmienił również ojcowskich subiektów na krótko ubranych i mówiących po niemiecku młodzieniaszków. Zamienił również swoje lekkie papierosy na grube, solidne cygara, a swój żydowski język na kiepską łódzką niemczyznę [I.J. Singer, Bracia Aszkenazy, T. 1, Sagitta S. C., Warszawa 1992, s. 118, 119 – 120.]
Miasto, które się unowocześnia, podlega gwałtownemu uprzemysłowieniu i rozrostowi, doznaje tytanicznego przeobrażenia. Jego opis w Bawełnie Kosiakiewicza sięga po metafory-klisze funkcjonujące w publicznym i literackim dyskursie la belle epoque:
[Dawny kolega szkolny Kański do głównego bohatera powieści Rumińskiego] – To ty nie wiesz, co to jest Łódź? […] Łódź, mój drogi – zaczął Kański z tą przyjemnością, jakiej doznaje człowiek, mający do powiedzenia coś ważnego a niespodziewanego – Łódź to kolos. [po wyliczeniu ilości mieszkańców] […] Łódź to jest jedna olbrzymia maszyna wytwórcza, gdzie każdy kawałek specjalnej wiedzy ma wagę złota, czystego złota, oddanego na lichwiarskie procenty [W. Kosiakiewicz, Bawełna, Wydawnictwo eConn, Łódź 2008, s. 22 – 23].
WSPÓŁCZEŚNIE
Nowoczesność jest definiowana jako zespół zjawisk społeczno-kulturowych związanych z gwałtownym postępem technologicznym, urbanizacją i przemianami społecznymi, które rozpoczęły się w XIX wieku. Myśliciele od dawna widzieli w tym podwójne oblicze. Przywołajmy jeszcze raz Marksa „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu” – kapitalizm kruszy dawne więzi i wywołuje konflikty wokół własności i technologii. Berman dostrzegł w nowoczesności przygodę, która niesie równocześnie postęp i stratę. Simmel opisał miejski „przesyt bodźców” i obronną obojętność mieszkańca metropolii. Bauman nazwał to „płynną nowoczesnością” oferującą wolność bez solidnych podpór.
- Technologia i Gospodarka.
Nowoczesność jest ściśle powiązana z postępem technicznym i organizacyjnym, który przyczynia się do wzrostu gospodarczego. Rewolucje przemysłowe (cztery, z których czwarta zapewnia możliwości dłuższego życia w lepszym zdrowiu i zwiększenia produktywności) kształtują naszą teraźniejszość i przyszłość. Konieczne jest jednak strategiczne myślenie o tych przełomowych innowacjach, ponieważ zmiany te następują tak dynamicznie, że niosą ze sobą zarówno obiecujące perspektywy, jak i potencjalne niebezpieczeństwa. Nowa gospodarka charakteryzuje się wzajemnym oddziaływaniem zjawisk ekonomicznych, społecznych, kulturowych i politycznych.
- Urbanizacja i Przestrzeń.
Nowoczesność jest nierozerwalnie związana z urbanizacją, która jest powszechnie dostrzeganym “megatrendem”. O ile w 1800 roku mieszkańcy miast stanowili zaledwie 2% populacji, w 2018 roku było to już ponad połowa mieszkańców globu, a do 2060 roku odsetek ten ma wzrosnąć do 68%. Szybka urbanizacja niesie ze sobą znaczące wyzwania w wielu dziedzinach, takich jak biznes, edukacja i ochrona środowiska, wymagając usprawnienia transportu publicznego, rozbudowy infrastruktury i zwiększenia dostaw.
- Społeczeństwo i Kultura.
W sferze społecznej, nowoczesność wiąże się z indywidualizacją – rozumianą jako uwalnianie się jednostek spod wpływu tradycyjnych instytucji i struktur, pojawieniem się nowych stylów życia, zmianami w rodzinie oraz wzrostem znaczenia wirtualnych wspólnot. Nowoczesność wyzwoliła jednostkę z wielu dawnych ograniczeń (feudalnych, obyczajowych).
- Nierówności i Człowiek
Nowoczesne procesy (sztuczna inteligencja, cyfryzacja, cele zrównoważonego rozwju) mogą pogłębiać nierówności społeczne, prowadząc do podziału rynku pracy na segmenty: niskie umiejętności/niska płaca i wysokie umiejętności/wysoka płaca. Wyzwaniem jest to, jak godzić innowacyjność z troską o człowieka i przyrodę oraz jak budować wzrost gospodarczy, nie pogłębiając nierówności.
- Środowisko i Klimat
Problematyka megatrendów środowiskowych, w tym globalne ocieplenie, często lokuje się w negatywnym kontekście zagrożeń wynikających z beztroskiej działalności człowieka. Współczesne wyzwania nowoczesności obejmują zapobieganie kryzysowi klimatycznemu. Zrównoważony Rozwój (Sustainable Development) jest jedną z najnowszych koncepcji rozwoju gospodarczego, która pojawiła się w drugiej połowie XX wieku i opiera się na dążeniu do osiągnięcia jak najlepszego wyniku ekonomicznego przy jednoczesnym poszanowaniu środowiska naturalnego oraz rozwoju społecznego. Postęp techniczny i technologiczny jest kluczową przesłanką trwałego rozwoju.
- Społeczna Odpowiedzialność Biznesu (CSR)
Idea ta, rozwijana od drugiej połowy XX wieku, zobowiązuje przedsiębiorców do uwzględniania kryteriów pozaekonomicznych (społecznych i środowiskowych) w działalności gospodarczej. Współczesne ujęcie CSR traktuje ją jako odpowiedzialność przedsiębiorstw za ich wpływ na społeczeństwo i środowisko, przyczyniając się tym samym do zrównoważonego rozwoju. Europejski Zielony Ład (European Green Deal) ma na celu przestawienie się na nowy i lepszy rodzaj wzrostu poprzez tworzenie zachęt do innowacji w obszarach zrównoważonego rozwoju. Współczesne ideały zrównoważonego rozwoju (obejmujące działania na rzecz klimatu, pokoju, sprawiedliwości i silnych instytucji) są próbą okiełznania rewolucyjnego pędu, który zrodził się ponad sto lat temu. Postuluje się, że ukształtowanie epoki nowych technologii w sposób wrażliwy i odpowiedzialny może stać się katalizatorem dla nowego kulturowego renesansu, który pozwoli poczuć się częścią prawdziwie globalnej cywilizacji, ukierunkowanej na zrównoważony rozwój.
- Nowoczesność w erze cyfryzacji i Gospodarki Opartej na Wiedzy
Współczesną rewolucję naukowo-techniczną charakteryzuje przede wszystkim cyfryzacja procesów, która radykalnie przyspieszyła w XX wieku i trwa nadal. Przejawy tej rewolucji obejmują informatyzację, automatyzację pracy oraz udoskonalanie środków telekomunikacji i transportu. Nowoczesna gospodarka jest coraz silniej oparta na wiedzy, powiązaniach sieciowych oraz innowacjach i kreatywności. W Europie celem strategicznym jest inteligentny rozwój (oparty na wiedzy i innowacji) oraz rozwój zrównoważony i sprzyjający włączeniu społecznemu. Procesy te wymagają m.in. podnoszenia kompetencji technologicznych i ciągłego uczenia się, ponieważ wiedza i umiejętności szybko się dezaktualizują.
- Sztuczna Inteligencja (AI) jako Dźwignia Nowoczesności
Dynamiczny rozwój zastosowań sztucznej inteligencji jest zjawiskiem specyficznym dla pierwszych dekad XXI wieku. AI jest definiowana jako zdolność maszyny do wykonywania funkcji poznawczych. Jako dziedzina nauki i informatyki, AI zajmuje się tworzeniem algorytmów i konstruowaniem maszyn, które mogą samodzielnie podejmować decyzje na podstawie zmieniających się warunków, bazując na koncepcji ludzkiej inteligencji. Wpływ AI na życie każdego człowieka i wspólnoty terytorialne jest już znaczący i rośnie z każdym rokiem, zwłaszcza w obliczu upowszechnienia algorytmów takich jak GPT-3 i GPT-4. Obecnie rozwój AI leży na krzywej podwójnie wykładniczej, a prognozy sugerują, że algorytmy mogą przewyższać ludzi w myśleniu logicznym w perspektywie dekady. Potencjał zastosowań AI w nowoczesności:
- AI pozwala oszczędzać czas, przejmując łatwe do zalgorytmizowania czynności, usprawnia projektowane działania i procesy decyzyjne oraz zwiększa zaangażowanie obywateli, a w dalszej perspektywie szybkość i jakość usług publicznych.
- Może służyć analizie dużych zbiorów danych i przewidywaniu zachowań obywateli.
- AI może przyspieszyć zestawianie i przetwarzanie danych krytycznych oraz animować procesy uczestnictwa publicznego w zarządzaniu jednostkami terytorialnymi.
- W miastach inteligentnych (smart cities) AI jest wykorzystywana do zarządzania energią (inteligentne sieci), utrzymania infrastruktury (konserwacja predykcyjna), zarządzania transportem oraz wspierania polityki przestrzennej (np. tworzenie modeli funkcjonalno-przestrzennych na bazie analiz typologicznych budownictwa lokalnego). Narzędzia AI są nieocenione w prognozowaniu i monitoringu ryzyk w przestrzeni miejskiej, umożliwiając szybkie reagowanie na sytuacje kryzysowe.
- Kluczowe aspekty Industry 5.0 i Nowej Gospodarki
Koncepcja Przemysłu 5.0 jest rozwinięciem Przemysłu 4.0, który skupiał się na cyfryzacji, robotyzacji, automatyzacji i autonomizacji działalności produkcyjnej i usługowej. W Przemyśle 5.0 kluczową, a nawet istotniejszą rolę, odgrywa człowiek i zrównoważony rozwój. Istotą jest podnoszenie jakości i standardu życia, a także poszukiwanie efektywnych sposobów świadczenia usług. W kontekście miasta inteligentnego, które promuje rozwiązania Industry 5.0, człowiek pozostaje osią rozwoju (w ujęciu aksjologicznym i implementacyjnym), a AI i inne technologie pełnią funkcję służebną, integrując systemy fizyczne, cyfrowe i ludzkie. Nowoczesność w kontekście Industry 5.0 wymaga kształtowania przyjaznych ekosystemów miejskich, opartych na potencjale innowacyjnym, cyrkulacji wiedzy i dostępie do usług publicznych, co wzmacnia konkurencyjność firm w skali globalnej.
- Wyzwania Nowoczesności Związane z AI
- Zasady AI (przejrzystość, sprawiedliwość, prywatność, odpowiedzialność i unikanie szkód) są kluczowe, ale brakuje konsensusu co do ich implementacji. Istnieje ryzyko, że technologie AI będą wzmacniać istniejące nierówności płciowe lub uprzedzenia wynikające z danych treningowych.
- W administracji samorządowej, np. w polskich gminach, często brakuje gotowości na dynamiczne zmiany związane z AI. W sektorze publicznym przeszkodami są: niedobór ekspertów, brak środków, wyzwania prawne (zwłaszcza związane z prywatnością), nieodpowiednie dane, braki w infrastrukturze technologicznej i wysoka zawodność.
- Zarówno pracownicy, jak i kadra zarządzająca potrzebują odpowiednich kwalifikacji zawodowych do wdrożenia AI. Obawy pracowników spowodowane niewystarczającą wiedzą na temat AI stanowią barierę w jej implementacji w przedsiębiorstwach przemysłowych, co wymaga odpowiednich szkoleń.
- Rozwój technologii deepfake, napędzany przez AI, stanowi rosnące zagrożenie dla stabilności społeczeństw i prywatności. Walka z tymi zagrożeniami wymaga wykorzystania zaawansowanych narzędzi AI do wykrywania deepfake.
BIBLIOGRAFIA
Komentarz
Bell D., Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994.
Berman M., Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności, Universitas, Kraków 2006.
Czapliński P., Księga założycielska polskiego kapitalizmu. O Ziemi obiecanej Reymonta. „Teksty Drugie” 2019, nr 5.
Dmowski R., Nowa powieść społeczna. (Uwagi o Ziemi Obiecanej Wł. St. Reymnta), „Przegląd Wszechpolski” 1899, nr 2.
Good J., Kapitalizm i nowoczesność. Islam, Chiny, Indie a narodziny Zachodu, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2010.
Kosiakiewicz W., Bawełna, Wydawnictwo eConn, Łódź 2008.
Marks K., Engels F., Dzieła wybrane, Warszawa 1981.
Marks K., Przemówienie wygłoszone w rocznicę „The People’s Paper” 14 kwietnia 1865 roku w Londynie, [w:] K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 12, Warszawa 1967.
Nietzsche F., Poza dobrem i złem. Przeł. G. Sowiński, Wydawnictwo A, Kraków 2001.
Reymont, W. Ziemia obiecana, http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ziemia-obiecana
Simmel G., Most i drzwi. Wybór esejów, Oficyna Naukowa, Warszawa 2006.
Singer I.J., Bracia Aszkenazy, Sagitta S. C., Warszawa 1992.
Współcześnie
(1) Noworól, A., Strategia rozwoju lokalnego w warunkach globalnej niepewności oraz zmian prawnych i technologicznych. rrpr 2024, No. 70, 9–26. https://doi.org/10.14746/rrpr.2024.70s.03.
(2) Laskowski, P. (red.), Samorząd terytorialny a polityka lokalna; Wydawnictwo Wałbrzyskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości: Wałbrzych, 2014. https://pracenaukowe.wwszip.pl/prace/prace-naukowe-28.pdf
(3) Kocurek, K. Rozwój regionalny – ujęcie systemowe. KREM 2015, No. 914, 73–82. https://doi.org/10.15678/krem.753.
(4) Gralak, A. Kształtowanie konkurencyjności regionów w aspekcie ich zrównoważonego rozwoju. eiogz 2000, No. 41, 93–102. https://doi.org/10.22630/EIOGZ.2000.41.56.
(5) Kisielewska, A.; Mytnik-Daniluk, J.; Olchanowski, T. Postawy proekologiczne dawniej i dziś. Tradycja a ponowoczesność. In Akademia kompetencji kulturowych mieszkańców województwa podlaskiego. Raport z badań; Wydawnictwo Uniwersytetu w Białymstoku, 2024; pp 35–52. https://doi.org/10.15290/akkmwp.2024.02.
Industrializacja
Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęty się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami, niby chór potwornych kogutów piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.
Olbrzymie fabryki, których długie, czarne cielska i wysmukłe szyje – kominy, majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu – budziły się z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały ziemię (Reymont, s. 2.
Siadł w dorożkę i kazał jechać prosto w Piotrkowską. Nie mógł nic myśleć, czuł się rozbitym i niezdolnym już do żadnej akcji, do żadnego ruchu. Poddawał się z biernością wyczerpania tej ostrej, przenikliwej fali goryczy, jaka mu zalewała serce. Patrzył na miasto brudne, zadeszczone, na trotuary błotniste, zapchane ludźmi, na niezliczone kominy, co niby topole wznosiły się nad płaszczyznami dachów i ginęły w zapadającym zmroku, znacząc tylko swoje istnienie kłębami białych dymów, tłukących się po dachach, na setki wozów z węglem, które olbrzymim łańcuchem ciągnęły do fabryk na platformy wyładowane towarami, na dorożki i powozy z pośpiechem mijające się w różnych kierunkach, na te niezliczone kantory i składy zapchane towarami, ludźmi, na ten szalony ruch, jaki był na ulicach, na to wysilone życie, wrzące dookoła.
Patrzył z rozpaczą prawie, bo czuł swoją niemoc, czuł, że chwila jeszcze, a z tego olbrzymiego wiru, z tej maszyny, nazywanej Łodzią, wyleci za chwilę, jak odpadek, jak miazga wyssana i zużyta na nic, niepotrzebna temu potworowi – miastu. Patrzył z jakąś bezsilną nienawiścią na fabryki błyskające w mroku tysiącami okien, na tę olbrzymią ulicę, która niby kanał nakryty dymami i brudnym niebem huczała energią, rozlewała potoki świateł i tętniła ogromną siłą życia. Ślizgał się oczami po ostrych konturach fabryk, raziły go boleśnie elektryczne słońca zapalone nad dziedzińcami, bolał go ten szum głuchy, a potężny swoją bezustannością, co się rozlewał po ulicach z fabryk i warsztatów, bolało go to życie tak silnie tętniące, bolała go ta straszna świadomość konania, które spostrzega ostatnim błyskiem oczów, że tyle pozostaje jeszcze żywych! I ta świadomość przegryzała mu duszę nieopowiedzianą zawiścią (Reymont, s. 88-89).
Nie miał dzieci, miał tylko żonę, na którą pracował, aby mogła corocznie jeździć do Franzensbadu leczyć się, sam zaś od wielu lat nie wychylał się za Łódź, nie dbał, co jada, jak mieszka, w czym chodzi, sam nic nie miał, ale był szczęśliwym, że miasto posiada coraz więcej, że mógł widzieć ten ruch szalony, przewalanie się towarów, huk maszyn pracujących, zgiełk na ulicach, zapchane składy, nowe ulice, milionerów, fabryki, wszystko co składało się na ten kolos, który spał teraz pod cichym ciemnem niebem, przez które płynął księżyc.
Kochał Łódź, jak kochał fabrykantów i robotników i jak kochał nawet prostych chłopów, tłumnie ściągających na każdą wiosnę, bo większa ich liczba na ulicach mówiła, że znowu przybędzie miastu fabryk i domów, i ruchu.
Kochał Łódź.
A co go obchodziło, że ta Łódź była brudna, źle oświetlona, źle zabrukowana, źle zabudowana, że domy waliły się corocznie na głowy mieszkańców, że w bocznych ulicach w biały dzień zarzynali się ludzie scyzorykami!
O takich głupstwach nie myślał, jak i nie myślał o tym, że tutaj tysiące ludzi marło z głodu, że tysiące ludzi gniło w nędzy, że tysiące ludzi walczyło całym wysiłkiem o nędzny byt i że ta walka cicha i straszna przez swoją ustawiczność, walka prowadzona nawet bez nadziei zwycięstwa, zżerała więcej ludzi rocznie niźli najgroźniejsze epidemie.
– Z tego robi się ruch – tłumaczył, ciesząc się, że miasto wzrastało z szalonym pośpiechem, że mógł podziwiać olbrzymie cyfry wywozu i przywozu, a ogólna cyfra obrotów wzrastała corocznie o całe dziesiątki milionów.
Jego sucha semicka dusza tonęła w tych cyfrach, lubowała się ich zwiększeniem (Reymont, s. 147).
KOMENTARZ
XVIII-wieczna Anglia to sceneria narodzin rewolucji przemysłowej, którą umożliwiły cztery rodzaje czynników oddziałujących w tym samym czasie poprzez charakterystyczne dla nich zjawiska. Przede wszystkim zwiększyła się wydajność rolnictwa poprzez zastosowanie płodozmianu, ulepszonych narzędzi i grodzenie pól, większe plony zaś z kolei ograniczyły zjawisko głodu i umożliwiły uwolnienie pracowników, którzy mogli teraz uzyskać zatrudnienie w rodzącym się przemyśle. Nadwyżki żywności sprzyjały powiększaniu się ludzkiej populacji. Następnie ważnym czynnikiem był jednolity rynek królestwa wraz z siecią portów i kanałów oraz prawem patentowym sprzyjającym innowacji. Dodajmy do tego silny handel transoceaniczny oraz liczne kolonie zamorskie bogate w surowce i zasoby, takie jak bawełna, dzięki którym w na Wyspach Brytyjskich mogła rozrastać się infrastruktura i produkcja gotowych wyrobów, sprzedawanych następnie w koloniach jako towary służące także szerzeniu cywilizacji europejskiej z jej drapieżnym kapitalizmem. Trzecia grupa zjawisk to tania energia w postaci dostępności węgla, ale siła robocza przepływająca ze wsi do miast była dość droga. A zatem ludzie byli dobrze opłacani, według dość wysokich stawek, co wymusiło zastosowanie innowacji technicznych. W konsekwencji powstały wynalazki, odpowiednie maszyny, które mogły zredukować zapotrzebowanie na siłę roboczą i obniżyć koszty pracy, te zaś urządzenia były szybko upowszechniane dzięki instytucjom rynku. Do węgla, struktury płac i odpowiednich instytucji dodać należy jeszcze otwarty na innowacje model kultury i współpracę rzemieślników i uczonych oraz kapitalistyczną mentalność nastawioną na inwestycje. Wszystkie te czynniki znacznie skróciły drogę przemian cywilizacyjnych między manufakturą a fabryką.
Dzięki wynalazkom Jamesa Watta (silnik parowy i liczne patenty na napędzane nim maszyny), Johna Kaya („latające czółenko”), Edmunda Cartwrighta (krosno mechaniczne) etc., tkactwo zostało poddane mechanizacji, zwielokrotniając produkcję nici i tkanin doprowadzając do nieprawdopodobnego wzrostu wydajności i produkcji. Umożliwiło je także skupienie wielu drogich i dużych maszyn ze źródłem energii w jednym ciągu technicznym i montaż połączonego z nimi warsztatu. Dalsze zmiany dotyczyły organizacji produkcji i zatrudnienia odpowiedniego personelu robotników. Tak produkcja chałupnicza i manufakturowa przekształciła się w fabryczną, dzięki skupieniu produkcji w postaci maszyn, budynków i ludzkich zespołów w jednym miejscu. W ten sposób system fabryczny wymusił dalsze zmiany technologiczne. Specjalizacja personelu i usprawnienia produkcji umożliwiły przejście od rzemiosła przez manufaktury do fabryki, i w konsekwencji uruchomienie masowej produkcji.
Równoczesnym procesem był rozwój komunikacji i transportu: budowa kanałów wodnych, jak ów w Anglii łączący Manchester z kopalniami węgla, wprowadzenie parowców, położenie szlaków kolejowych na całym podbitym przez europejskie potęgi świecie oraz upowszechnienie telegrafu umożliwiającego przekazywanie informacji biznesowych, dyplomatycznych i prasowych, niemalże w czasie rzeczywistym, co ułatwiło odpowiednią koordynację wszelkich przedsięwzięć gospodarczych. Było to także możliwe dzięki wprowadzeniu zegarów i zegarków kieszonkowych. Określony został czas pracy, rozkłady jazdy pociągów i żeglugi statków, telegraf utrzymywał ten skomplikowany system w nieustającej komunikacji. W Ziemi obiecanej Reymonta, ponad pół wieku później, jej bohaterowie mogą szybko działać, powiększać zyski lub niwelować straty, dzięki telegramom, a podróż pociągiem ułatwia kontakty biznesowe wymagające trudnych negocjacji lub dostępu do określonych towarów czy środków umożliwiających produkcję lub jej zbyt. Jednocześnie ten czasowy dystans między industrializacją Anglii a tym samym procesem w środkowej Europie świadczy o przemysłowym zapóźnieniu ziem Królestwa Polskiego. Dzięki polityce protekcjonalnej postępowych władz polskich zależnych od Imperium Rosyjskiego, polityce nawiązującej do wzorów z zachodniej Europy, gdzie upowszechnił się kodeksy handlowy Napoleona, ten dystans mógł zostać zniwelowany „w tempie iście amerykańskim”. Zaczęto od dobrze zaplanowanej lokacji osad przemysłowych i powstania rozrastającej się dzięki nim włókienniczej Łodzi.
Ten proces urbanizacyjny rozpoczął się oczywiście już w końcu XVIII wieku na zachodzie Europy od masowego napływu ludności wiejskiej do miast, gdzie wokół przędzalni, hut i kopalń zaczęły wyrastać gęsto zabudowane dzielnice robotnicze z kamienicami czynszowymi i barakami mieszkalnymi, zazwyczaj pozbawionymi kanalizacji i dostępu do czystej wody. Łodzianie doświadczyli tego problem na własnej skórze. Zachodnie miasta przemysłowe, a po nich Łódź, rozrastały się bowiem szybciej, niż komunalna infrastruktura, która mogłaby zapewnić odpowiednią ochronę sanitarną przed epidemiami. Odpowiedzią na te problemy były regulacje prawne i budowlane oraz reformy urbanistyczne.
Wraz z urbanizacją pojawiły się nowe klasy społeczne: robotnicza, żyjąca oraz burżuazja gromadząca kapitał i nieustannie powiększająca swoje wpływy polityczne. Tradycyjna warstwa rzemieślnicza uległa marginalizacji, zmieniła się hierarchia prestiżu, burżuazja szybko awansowała do roli nowej arystokracji społecznej zarządzając masami ludzkimi, które przeniosły się ze wsi do miast. Ale napięcia między robotnikami fabrycznymi a sferą właścicieli i kupców stały się nieusuwalnym tłem sporów o płacę, warunki pracy i prawa obywatelskie. Uściślony czas pracy, rosnące standardy życia miały istotny wpływ na powstanie nowych form konsumpcji i rozrywki. Miejska infrastruktura rozrastała się o takie instytucje jak szkoły, szpitale, towarzystwa samopomocy, które łagodziły skutki tej gwałtownej transformacji społeczeństwa tradycyjnego w nowoczesne. Od tego czasu polityka miejska jest nierozerwalnie związana z problemami mieszkaniowymi klasy pracującej.
Te same procesy zachodziły w Łodzi, gdzie w pierwszych dekadach industrializacji, tak samo jak na zachodzie Europy, wiele zakładów pracowało dziennie po 12-14 godzin, a pracownikami były również kobiety i dzieci. Wypadki przy obsłudze maszyn były codziennością, ochrona pracownika ze strony państwa była zdecydowanie niewielka. W Anglii taka sytuacja wymusiła istotne zmiany na rzecz klasy robotniczej.
Skala zatrudnienia nieletnich i długi czas pracy stały się osią sporu społecznego i impulsem do reform. Na tym tle rodziły się też pierwsze praktyki kontrolne i dyskusje o obowiązkowej edukacji najmłodszych. Serię interwencji zapoczątkowały Ustawy Fabryczne. Akt z 1833 roku wprowadził minimalny wiek zatrudnienia w przemyśle tekstylnym oraz inspekcję fabryczną, a ustawa z 1847 roku — tzw. Ten Hours Act — ograniczyła dobowy czas pracy kobiet i młodocianych do 10 godzin. Choć egzekucja przepisów była początkowo nierówna, kierunek zmian był nieodwracalny: państwo zaczęło regulować warunki pracy w imię bezpieczeństwa i zdrowia publicznego (https://gozych.edu.pl/geografia/ekonomiczna/gospodarcza/rewolucja-przemyslowa/).
W Łodzi, walka o zmiany przebiegała podobnie jak w Anglii luddystów – poprzez strajki, bunty i gwałtowne wydarzenia Rewolucji 1905 r. I w zachodniej Europie i w Królestwie Polskim reformy były wymuszane przez powstający ruch robotniczy. Dzięki tym procesom mogła się wyłonić funkcjonująca do dziś i stale rozwijająca się praktyka sporów zbiorowych, w których stroną reprezentująca klasę pracującą stały się związki zawodowe. W systemie socjalistycznym, który nastąpił w Polsce po 1945 r. proletariat okazał się jedyną klasą rządzącą, aczkolwiek na pytanie: w jaki sposób realizowano ten postulat?, odpowiedzi bliżej prawdy historycznej dostarczają dzieła literackie George’a Orwella niż Manifest komunistyczny Karola Marksa (https://gozych.edu.pl/geografia/ekonomiczna/gospodarcza/rewolucja-przemyslowa/).
Na ziemiach polskich w pierwszej połowie XIX wieku, podobnie jak wiek wcześniej w Anglii, przemysł posiadał charakter raczej manufakturowy. O ile w XVIII wieku manufaktury zarządzane były feudalnie, to początki XIX w. przyniosły istotną zmianę – zaczęły rozwijać się manufaktury mieszczańskie i państwowe.
Wedle Andrzeja Jezierskiego i Macieja Zawadzkiego:
Kapitał przemysłowy ma swoje korzenie w procesie pierwotnej akumulacji kapitału. W Królestwie Polskim akumulacja pierwotna była niewielka, toteż najistotniejszą rolę w gromadzeniu kapitału na inwestycje przemysłowe odegrało w pierwszym okresie nie tyle mieszczaństwo – jak to było w Europie zachodniej – ile państwo i ziemiaństwo. Na drugim miejscu występował kapitał pochodzący z zagranicy, a dopiero na trzecim – kapitał miejscowy, głównie kupiectwa polskiego i żydowskiego. Kapitał pochodzący z rolnictwa i handlu lokowano w trzech najzyskowniejszych wówczas gałęziach: przemyśle rolno-spożywczym, włókienniczym i górniczo-hutniczym. Siły roboczej, ilościowo rzecz biorąc, nie brakowało. Rugi zapewniały wystarczającą liczbę bezrolnych chłopów, ale, po pierwsze, była to siła robocza niewykwalifikowana, podczas gdy praca w manufakturze wymagała dość poważnych kwalifikacji, a po drugie chłop szedł do manufaktury tylko pod naciskiem krańcowej nędzy. Odstraszała go i przerażała odmienna od dotychczasowej, intensywna, wielogodzinna praca i surowa dyscyplina (Jezierski, Zawadzki, 1966, s. 66-67).
Chociaż rynek wewnętrzny rozwijał się bardzo powoli przez wysokie koszty transportu lądowego, który ograniczał ekspansję produktów i towarów produkowanych w Królestwie Polskim na rynek zachodniej części Imperium Rosyjskiego, rozwojowi miast i przemysłu sprzyjały potrzeby rynku wewnętrznego królestwa. Miasta stały się odbiorcami produkcji folwarcznej, ponieważ konkurencja międzynarodowa była zbyt silna i kraje zachodu Europy broniły swoich rynków wewnętrznych. Interesy szlachty mogły być właściwie zabezpieczone, jeśli produkty rolno spożywcze, garbarskie i surowce takie jak wełna i len znalazłyby zbyt w rozwijającym się przemyśle włókienniczym. Wzrastająca w liczbie ludność, która trudniła się handlem i przemysłem, przenosiła się głównie do miast i w swojej masie stawała się odbiorcą produktów rolnych, co zwiększało kapitały szlachty (Jezierski, Zawadzki, 1966, s. 67-68).
Rządząca elita zdawała sobie sprawę z zapóźnienia kraju i pilnej potrzeby jego industrializacji, co doskonale oddaje treść listu z 29 lipca 1825 r., jaki minister skarbu Królestwa Polskiego Ksawery Drucki-Lubecki wysłał do przebywającego w Petersburgu sekretarza stanu królestwa, Stefana Grabowskiego:
Przemysł domaga się wielkim głosem czynnej pomocy, gdy Skarb może mu dostarczyć zaledwie słabej zachęty; rolnictwo błaga o wsparcie, a smutny jego stan grozi zahamowaniem wpływu części dochodów publicznych. Powinniśmy więc uważać się jakby w stanie kryzysu, w którym każde załamanie się byłoby straszne i który trzeba zakończyć możliwie najszybciej. W tych okolicznościach pragnę, by Rząd miał do dyspozycji 40 milionów złotych w ciągu trzech lat; sądzę, że suma ta znajdzie zastosowanie i że zabezpieczając nas od wszelkich obaw da nam środki na jak najczynniejsze posuwanie robót publicznych: kanałów, nadbrzeży, dróg, budynków, pozwalając osiągnąć w ciągu kilku lat to, na co byłoby trzeba o wiele dłuższego czasu, gdybyśmy musieli postępować z tą oględnością, jaką narzuca nam szczupłość naszych codziennych wpływów. Podobne zastosowanie będzie miało ogromny wpływ na rolnictwo, odciągając odeń zbędne ręce i dostarczając mu konsumentów, którzy ułatwią mu uiszczenie się z ciężarów publicznych; handel wewnętrzny powstanie sam z siebie pod tym nagłym impulsem, jak i dzięki rozwojowi, który stanie się wtedy udziałem przemysłu fabrycznego […] (Jezierski, Zawadzki, 1966, s. 68).
Nadbrzeża, kanały, drogi, infrastruktura umożliwiająca rozwój przemysłu. Kraje, które go posiadają, wspierają i stymulują jego rozrost, mogą produkować taniej przy niższych kosztach. By ochronić jego powstawanie, a zatem uruchamianie fabryk, należało odejść od rękodzieła i produkcji manufakturowej. Zapewnić mogły to bariery celne chroniące rynek wewnętrzny od zagranicznych produktów z krajów, które już posiadały rozwiniętą infrastrukturę komunikacyjną i fabryczną. Rząd Królestwa Polskiego stosował tego rodzaju protekcjonizm. (Jezierski, Zawadzki, 1966, s. 68).
W skład rządu wchodził również Prezes Komisji Województwa Mazowieckiego Rajmund Rembieliński, współcześnie uważany za założyciela Łodzi przemysłowej. Próżno szukać w centrum miasta jego pomnika. Naturalnej wielkości spiżowa postać w surducie, stoi cokolwiek na uboczu, oparta na ogromnym cyrklu przed fasadą Sukcesji. Dzierży go wizjoner, który budując siłę ekonomiczną potęgę Królestwa Polskiego w ramach autonomii przyznanej przez cesarstwo rosyjskie, położył kamień węgielny pod przyszłe imperium fabryczne poszczególnych rodów fabrykanckich i niespotykany nigdzie w Europie rozwój przemysłowej metropolii. Łódź była wtedy zaledwie miasteczkiem na ważnym trakcie komunikacyjnym
Ewolucyjne podejście Rembielińskiego pozwalało mu postrzegać odrębność narodową Polaków nie poprzez pryzmat czynu powstańczego, lecz przez uznanie twórczej roli pracy, jako podstawowej wartości społecznej i narodowej, bowiem od niej zależał postęp, który miał doprowadzić do rozwoju i wzbogacenia kraju. W tej mierze Rembieliński odegrał pionierską rolę jako zwolennik zasługiwania się „sprawie publicznej” podporządkowanej wartościom i pojęciu „dobra ogółu”, tak nagminnie przywoływanego w pismach (rozprawach, dokumentach urzędowych, wreszcie korespondencji) wybitnych osobistości życia politycznego i gospodarczego Królestwa Polskiego (Barszczewska-Krupa, 1989, s. 16).
Jak zauważył Krzysztof Woźniak, owo „dobro wspólne” wywodziło się z filozofii oświeceniowej i zawartych w niej różnych wariantów rozwoju społecznego formułowanych przez takich luminarzy jak John Locke i Jean-Jacques Rousseau „Rembieliński […] dostrzegał, że podstawą pomyślnego rozwoju jest sprężysta administracja. Dowody takich przekonań dał nie tylko w pracach teoretycznych, publicystycznych Potwierdzał je praktyką urzędniczą […]” (Woźniak, 2016, s. 10).
Obejmując w 1816 r. urząd Prezesa Komisji Województwa Mazowieckiego w wieku 41 lat Rembieliński posiadał spore doświadczenie administracyjne, znał zachodnioeuropejską myśl liberalną, zwłaszcza parce niemieckich teoretyków liberalizmu, Juliusa von Sodena i Christiana Jakoba Krausa, jak i polskie streszczenie klasyka tego nurtu Adama Smitha (za pośrednictwem streszczenia Z. Znoska z 1811 r.). Zatem doskonale orientował się, w jaki sposób przekształcić rolniczy kraj w nowoczesny organizm, realizując kapitalistyczny model stosunków społeczno-gospodarczych, oparty na własności prywatnej, wolności osobistej i swobodnej konkurencji, kontrolowanej jednak, ze względu na zacofanie gospodarcze, przez państwowy protekcjonizm. Szczególną rolę w tym modelu odgrywały miasta, naturalne środowisko życia burżuazji. Rembieliński był zwolennikiem jak najszybszego ich rozwoju, czego szczególnym świadectwem była właśnie opublikowana w 1816 jego rozprawa O miastach.
Klęska Napoleona nie wymazała generalnych zdobyczy burżuazji. W Europie powstał nowy ład gospodarczy oparty na liberalnych zasadach tworzących podstawę rewolucji przemysłowej, która po kongresie wiedeńskim radykalnie przyspieszyła rozwój gospodarczy państw europejskich, a zatem rok 1815 jest tutaj swoistą cezurą. Dwa lata wcześniej zniesiona została blokada kontynentalna Wielkiej Brytanii i w europejskiej wymianie handlowej zaczął uczestniczyć gracz o olbrzymim potencjale gospodarczym i rozbudowanym przemyśle. Brytyjskie włókiennictwo było na tyle rozwinięte, że miało dalekosiężny wpływ na całą Europę, przede wszystkim dzięki opartej na wykorzystaniu pary wodnej technologii. Królestwo Polskie chciało uczestniczyć w tych przemianach rozwijając własny przemysł włókienniczy.
Zygmunt Lorenz przedstawił bardziej „namacalny” obraz tego fundamentalnego dla miasta momentu historycznego:
Miasteczko Łodzia, które wtedy zaczęto nazywać Łódź, porwane zostało w ten wir nowoczesności. Od r. 1819 przeprowadza tu rząd regulacje. Na terytorium Starej Wsi (dawna Stara Łodzia, wieś macierzysta) i Wójtostwa Łódzkiego, podzielonem na 202 place, powstawać zaczyna nowa osada, zwana Osadą Sukiennicza albo Nowem Miastem. Stare Miasto reguluje się w r. 1823. Od późnej jesieni tego roku przez miesięcy kilkanaście już na dobre mierzono i zabudowywano place u południowych granic dawnego miasteczka. Kręcili się tam cieśle i murarze; rosły z wielką szybkością domki drewniane, parterowe z „facjatkami” i często ozdobnemi drzwiami głównymi w ganku. W głębi rozkwitały ogródki, a we wnętrzu domów stukały głośno warsztaty tkackie przez długie godziny dnia i nocy. Całe rodziny kręciły się przy tych warsztatach. Co cztery dni, czasem co trzy, co dwa zwijano trzydziestołokciowy postaw i rzucano go na rynek wewnętrzny, albo ku wschodnim bezkresnym dzierżawom cara Aleksandra. (Lorentz, 1926, s. 19).
Łódź niebawem zaczęła się wyróżniać spośród okolicznych osad i miast przeznaczonych do rozwoju przemysłu, i stała się ośrodkiem dominującym nad Łęczycą przeznaczoną pierwotnie do roli ośrodka centralnego powstającego okręgu przemysłowego. Między 1821 r. a 1828 r. zaplanowano i wdrożono do budowy nowy układ miasta nad Łódką zakładający jego przemysłowy charakter. Krzysztof Woźniak określa go jako „bardzo odważną koncepcje planistyczną” Rembielińskiego, w realizacji której dostrzec można „kunszt planowania założeń urbanistycznych opartych na najlepszych wzorach klasycyzmu”. A zatem szukających „idealnego” związku między zgeometryzowanymi formami, a istniejącymi uwarunkowaniami naturalnymi. Jednak budynki znaczniejsze rozmiarem i funkcją publiczną pojawiły się dopiero pod koniec lat dwudziestych, jak murowany ratusz przy Nowym Rynku, dzisiaj Placu Wolności. Wciąż możemy podziwiać jego klasycystyczną bryłę (Woźniak, 2016, s. 72).
Rosnąca w Łodzi z biegiem czasu produkcja tkanin z bawełny, a w końcu supremacja tej gałęzi produkcji, to niewątpliwie efekt podjętej przez Rembielińskiego decyzji o lokalizacji i założeniu osady Łódka. Jak twierdzi Krzysztof Woźniak, za ową decyzją stały „błysk geniuszu lub iluminacja”, albowiem, żeby „w grupach prządków bawełny osiedlających się w tej osadzie i często wymagających finansowego wsparcia […] widzieć zwiastun przyszłej potęgi «polskiego Manchesteru»”, trzeba być dalekowzrocznym wizjonerem. Prezes polegał zapewne na intuicji i reagował „spontanicznie, gorączkowo” – jak przekonany jest Woźniak – gdy dostrzegł nasilający się proces migracji na wschód niemieckich rzemieślników, adekwatny do czasów fryderycjańskiej administracji. A może jednak Rembieliński był konsekwentny wobec własnych przemyśleń zawartych w artykule O miastach, i agitacja, którą na jego zlecenie przeprowadzał Benedykt Benon Tykiel w Saksonii i Czechach, była tylko następstwem głęboko przemyślanego planu budowania przemysłu włókienniczego, w którym zawarte immanentnie silne impulsy rozwojowe mogły się rodzić tylko na styku kulturowych przeciwieństw i węzłowych sprzeczności epoki nowoczesnej stymulowanych przez liberalizm, tolerancję i wizję wielokulturowego społeczeństwa. Rajmund Rembieliński nie pozostawił nam jednak żadnego pamiętnika, dziennika, czy też zapisków, które mogłyby zawierać myśli prowadzące do takiego wniosku.
Zygmunt Lorentz, łodzianin, pierwszy badacz nowoczesnej Łodzi, historyk, pepesiak z czasów sanacji, nie bez publicystycznego entuzjazmu podsumował akcje osadnicze Rembielińskiego, które umożliwiły gwałtowny rozwój miasta:
W osadach rządowych zawrzało. […] Ludu obcego wysypało się z Zachodu mrowie. Historyk-ekonomista niemiecki twierdzi, że w latach 1818 – 1828 wyemigrowało na wschód 250 tysięcy Niemców. Należy sprostować, że w pewnej mierze ruch ten odbywał się wewnątrz obszaru historycznej Polski – Wielkopolanie, Pomorzanie, Ślązacy – przenosili się do Królestwa. Świadczą o tym nazwiska i podpisy na owych deklaracjach. Przeważał jednak żywioł niemiecki, zresztą bardzo często otrzaskany z polskością, bo idący z kresów zachodnich historycznego organizmu Rzeczypospolitej. […] Przemysł tkacki rósł w tempie amerykańskim na całym lewym brzegu Wisły (Lorentz, 1926, s. 18).
Ale prawdziwy boom bawełniany Łódź przeżyła wtedy, gdy otworzył się przed nią bezkresny rynek Wschodu po zniesieniu w 1850 r. kolejnego kordonu celnego przez władze Cesarstwa Rosyjskiego. Lorentz sięgnął po poetyckie odniesienia, by podkreślić ten niezwykły okres w dziejach nowoczesnej Łodzi:
Wtedy właśnie […] Rosja, dążąc do ograniczonego wcielenia, zniosła ze względów politycznych kordon celny. Łódź natomiast rzuciła swój perkal i barchan na pola kraju „wszelkich możliwości”, za Ural, w tundry i tajgi ziemi Anhellego…[Tamże, s. 26].
Bez wizjonera Rembielińskiego taka ekspansja łódzkiej produkcji włókienniczej nie byłaby możliwa.
W roku 1853 opublikowany został Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym Oskara Flatta – publikacja ukazała się nakładem warszawskiej „Gazety Polskiej” i zawierała pierwszy ogólnie dostępny przewodnik z planem miasta. Przemysł łódzki prężnie się już rozwijał zarówno na terenach Nowego Miasta, jak i osady Łódki i Nowej Dzielnicy. Pierwszymi przedsiębiorcami-fabrykantami byli emigranci z Saksonii – Krystian Fryderyk Wendisch, Jan Krystian Rundzieher i Jan Traugott Lange – oraz przybysze ze Śląska. Do tej ostatniej grupy należał Tytus Kopisch kojarzony z wystawionym przez siebie budynkiem bielnika. Już w 1839 r. Ludwik Geyer uruchomił pierwszą maszynę parową z mechaniczną przędzalną bawełny. Niewiele lat później te same innowacje wprowadzili również Traugott Grohmann (1843), Dawid Lande (1850), Karol Wilhelm Scheibler (1855) i Karol Moes (1856). Przed 1860 r. przez Abrama Prussaka została uruchomiona pierwsza tkalnia wełny, natomiast w pełni zmechanizowana powstała w fabryce Juliusza Heinzla (1866) (Fiszbak, 2013, s. 54–58).
Dalsza historia industrializacji to szybki rozrost kompleksów fabrycznych z dwoma bodajże największymi w Europie, na które składały się budynki fabryczne, famuły – mieszkania dla robotników, oraz okazała rezydencja fabrykanta i jego rodziny połączona z założeniem parkowym. Na północy znajdował się kompleks żydowskiego fabrykanta Izraela Poznańskiego, na południu kompleks niemieckiego fabrykanta Karola Scheiblera – obaj byli najbogatszymi lodzermenschami Łodzi, panującymi nad własnymi fabrycznymi księstwami z tysiącami robotników. Nad Łodzią wznosił się w owym czasie las dymiących kominów, a im większa była koniunktura, tym więcej dymu biło z nich nad miastem.
KORESPONDENCJE
Błogosławieństwem miasta była bawełna.
Ona to zbudowała pola i place, wsi kilkanaście pochłonąwszy, przerobiła je na miasto, niby fabryka surową roślinę na sztuczny materiał do ubrania. Ona dawała chleb robotnikom i fabrykantom; ona utrzymywała doktorów, adwokatów, aptekarzy, urzędników; ona co roku obalała domki drewniane, aby postawić na ich miejsce wille i place; ona niszczyła ogrody, aby wznosić mury fabryczne; ona budowała gmachy wspaniałe, ona tworzyła naokoło miasta pierścień, kominami nasadzony. Ona karmiła ludzi, ona dawała im dobrobyt, Ona opłacała ich zbytek.
Ten okres rozwoju obiecywał trwałość i szedł całymi latami nie ustając, nie męcząc się. Miasto też z roku na rok się zmieniało, Ci, co nie byli w nim przez lat parę, na każdym kroku za powrotem znajdowali niespodzianki. Rozwój był wielki, ledwie zrozumiały i prawie cudowny.
W tym czasie błogosławionym, kto się tknął tylko czegokolwiek, wszystko mu szło. Cokolwiek człowiek posiadał, trochę rozumu lub trochę sprytu, nieco pieniędzy lub umiejętności, wszystko to bawełna przyjmowała, aby wkrótce zwrócić z lichwą. Ktokolwiek co robił, wszędzie naokoło znajdował pomoc i poparcie, kredyt i zbyt. Kto kupił sobie cztery warsztaty tkackie, po roku miał ich szesnaście, po dwóch trzydzieści i suszył sobie głowę nad motorem parowym.
Kto komis założył jakikolwiek, po roku zmuszonym był otwierać kantor, przyjmować korespondentów i buchalterów.
Kto nabył plac, stawiano mu na nim dom na kredyt, zawierano kontrakty komornego ledwie mury wychyliły się z fundamentów ponad ziemię i wprowadzono się do lokalów, zanim pierwszy wiatr zdołał osuszyć wilgoć wapienną. Ludzie ci żyli w ciągłym wirze interesów i ciągłej pracy (Kosiakiewicz, 2008, s. 27).
Jeszcze za swoich młodzieńczych czasów, gdy przychodził do domu swego teścia, wpadła mu w oko tkalnia reb Chaima. Wprawdzie nie miał zbyt wielkiej sympatii do ręcznych warsztatów, jemu podobała się nowa Łódź, a ni stara. Od dzieciństwa przyciągało go to wszystko, co wielkie, krzyczące, potężne. Jak sam był mikrego wzrostu, tak imponowało mu wszystko, co ogromne. Wysokie, rozległe fabryki, wysokie, podniebne, kominy. Gwizdanie syren brzmiało mu w uszach jak najpiękniejsza muzyka i nic mu tak przyjemnie nie pachniało, jak dym fabrycznych kominów. Marzył skrycie o wielkości, o potędze, zawsze pragnął być jednym z tych fabrykantów – przed którymi pręży się czekając na rozkazy czołobitna służba, i na których skinienie zatrzymują się, lub ruszają wszystkie maszyny, kominy i syreny. Ale słyszał również, że nie od razu Kraków zbudowano, Dobrze znał łódź, wszystkie fabryczki, fabryki, fabrykantów i kupców. Dobrze wiedział, że wszyscy w tym mieście zaczynali od małego, od jednego warsztatu, potem przechodzili na kilka, dorabiali się pracowni, potem fabryczki i wreszcie wyrastali aż do wysokich kominów, syren i placyków przy fabrycznych murach z czerwonej cegły (Singer, Bracia Aszkenazy, s. 114).
Tadeusz Chróścielewski, Młodość miasta
O, dziwne miasto, dziwne drożdże,
Na których rośnie wciąż wzdłuż traktu,
Wonią bielidła drapie nozdrze,
Słuch ani stukiem manufaktur!
Młyn foluszowy wpycha w Jasień,
Lasy wygania na pagóry
I każdy słodki strumień skwasi
Opłuczynami apretury.
Gdzie tylko gapy mknęły kracząc
Gontami błyska drewniak setny…
A już po dalszych bruzdach skaczą
Z czerwoną tyką jeometry.
Niby dziwadła z mrocznych bajek
Chaty klekoczą jak bociany.
Wzniósł bezherbowy jakiś Gajer
Wyższy niż kościół gmach ceglany.
Och, hałas, hałas! Z brzaskiem słońca
Gna do Rokicin fur bez liku:
Machina parą rzygająca
Już płynie z wyspy Angielczyków:
Wór się rozpruwa z przychodźcami –
Fajczaste Lutry i Michele….
Nowymi chadza młódź drogami,
Włos siwy ceniąc niezbyt wiele.
Tylko w niedzielny zmierzch w cichości
Tutejsi gwarzą na Podrzecznej
O cnym biskupie, panu włości,
O Łodzi dawnej i statecznej.
O tym jak Rafał wojażował
Do gwiazd i ochrzcił lud księżyca…
A księżyc pełga jak woskowa
Świeczka i spływa łza po licach.
„A jednak dziwne, moi mili,
Takie tu zmiany w naszym grodzie –
Ci tkają, ślęczą… Co zdobyli?
A trzos Gajera grubszy co dzień.”
Gdy się pogwarzy tak w cichości,
W głowach się robi jakoś jaśniej
Chłodny wiatr powiał z Radogoszczy,
Nagle nad lasem ptactwo wrzaśnie –
To właśnie w czapie trójgraniastej
Boruta zaniósł się chichotem
I miesi drożdże złego miasta
I fabrykantów darzy złotem.
[T. Chróścielewski, Młodość miasta [w:] Z. Skibiński, i B. Stelmaszczyk-Świontek (red.), Kwiaty Łódzkie. Antologia poezji o Łodzi, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1982, s. 82].
WSPÓŁCZEŚNIE
Industrializacja – Od Fundamentu Nowoczesności do Ery Zrównoważonej Odpowiedzialności
Industrializacja jest fundamentalnym procesem historyczno-gospodarczym, który polega na przekształceniu gospodarki rolnej w opartą na przemyśle, masowej produkcji i mechanizacji. Zjawisko to, zapoczątkowane rewolucją przemysłową w XVIII wieku (Przemysł 1.0), dzięki wykorzystaniu siły pary i mechanizacji produkcji, ośmiokrotnie zwiększyło możliwości produkcyjne w stosunku do metod konwencjonalnych. Przemysł od tego czasu pozostaje filarem gospodarki, dostarczającym dóbr inwestycyjnych wszystkim sektorom i determinującym konkurencyjność krajów. Początki industrializacji charakteryzowały się gwałtownym rozwojem przemysłu, co nieodłącznie wiązało się z urbanizacją – koncentracją ludności w miastach.
Miasto Łódź stanowi modelowy przykład gwałtownej XIX-wiecznej industrializacji, która przeobraziła małe miasteczko w tętniący życiem ośrodek przemysłowy, często nazywany „polskim Manchesterem”. Kluczową rolę w tej transformacji odegrali najwięksi fabrykanci, tacy jak Karol Scheibler i Izrael Poznański, zwani „królami bawełny”.
Wokół kompleksów przemysłowych budowano rozległe jurydyki przemysłowe, które oprócz fabryki zawierały domy familijne dla robotników, pałace właścicieli, a nierzadko szpitale i szkoły. Przykładowo, jurydyka Scheiblerowska zajmowała 1/7 powierzchni miasta. Spuścizną po tym okresie stały się liczne zabytki architektury przemysłowej. Wczesny kapitalizm przemysłowy, choć przyniósł skokowy wzrost produktywności, charakteryzował się również poważnymi kosztami społecznymi i środowiskowymi, które z dzisiejszej perspektywy są oceniane krytycznie.
Jednym z największych problemów była degradacja środowiska. Presja ekonomiczna wywierana na środowisko doprowadziła do jego znacznej degradacji i zanieczyszczenia. W kontekście polskim, niska jakość infrastruktury ochrony środowiska była uznawana za jedną ze słabych stron regionów. Ponadto, w sferze społecznej, industrializacja prowadziła do polaryzacji regionalnej (dywergencji), co negatywnie wpływało na społeczeństwo, skutkując m.in. wzrostem bezrobocia w słabiej rozwiniętych regionach.
Po upadku dominującego przez 150 lat w Łodzi przemysłu włókienniczego w latach 90. XX wieku, nastąpiła degradacja XIX-wiecznej zabudowy przemysłowej i mieszkaniowej, a miastu towarzyszył znaczący spadek liczby ludności (ponad 20% w latach 1985–2020) i degradacja społeczna. Dziś jednak miasto podjęło się rewitalizacji tych zdegradowanych obszarów, wprowadzając nowe funkcje usługowe, mieszkaniowe i komunikacyjne. Przykłady, takie jak Manufaktura (dawny kompleks Izraela Poznańskiego) czy Widzewska Manufaktura, stały się wizytówką współczesnej Łodzi, przekształcając zabytkową zabudowę pofabryczną, zachowując jej architekturę.
Współczesne spojrzenie na przemysł jest zdominowane przez potrzebę zrównoważonego rozwoju (ZR), którego istotą jest zaspokajanie potrzeb obecnej generacji bez ryzyka naruszenia możliwości zaspokajania potrzeb przyszłych pokoleń. Koncepcja ZR powstała w odpowiedzi na wyzwania paradygmatu wzrostu, który zaniedbywał sferę społeczną i środowiskową. Kluczowe role w dążeniu do bardziej etycznego i zrównoważonego przemysłu odgrywają:
- Społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) to koncepcja, zgodnie z którą przedsiębiorstwa dobrowolnie włączają kwestie społeczne i środowiskowe do swojej działalności. Początkowo postrzegana jako inicjatywa dobrowolna, w dobie globalizacji i powszechnego dostępu do Internetu, CSR stała się strategiczną koniecznością. CSR ma na celu uwzględnianie interesów społecznych, etycznych i ekologicznych, przyczyniając się do wzrostu konkurencyjności i kształtowania warunków dla zrównoważonego rozwoju.
- ESG (Environmental, Social, Governance) to z kolei koncepcja związana z oceną firm w trzech kluczowych obszarach: środowiskowym, społecznym i zarządczym. Wdrażanie strategii CSR/ESG podnosi konkurencyjność i transparentność przedsiębiorstw. W Polsce, przedsiębiorcy najczęściej angażują się w działania CSR w obszarze zaangażowania społecznego pracowników oraz środowiska naturalnego.
Agenda ONZ na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 określa 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDG). Godna Praca i Wzrost Gospodarczy (SDG 8) – promuje inkluzywny wzrost gospodarczy, produktywne zatrudnienie i godną pracę dla wszystkich. Ochrona Środowiska (SDG 13 i 15) – odnoszą się do działań na rzecz klimatu i ochrony życia na lądzie. Biznes, poprzez CSR, jest zachęcany do prowadzenia działań mających na celu minimalizowanie negatywnego wpływu na otoczenie środowiskowe. Współczesne regulacje prawne, zarówno krajowe, jak i unijne (np. dyrektywy NFRD i CSRD), znacznie zwiększyły przejrzystość działań firm, obligując je do raportowania niefinansowego i uwzględniania tych aspektów w zarządzaniu.
Europejski Zielony Ład kładzie nacisk na dekarbonizację i gospodarkę cyrkularną (CE – ang. Circular Economy). To jest model produkcji i konsumpcji, który polega na ponownym użyciu, naprawie lub recyklingu istniejących materiałów i produktów, tak długo, jak to możliwe. Jest to odpowiedź na tradycyjny, linearny system (produkcja-konsumpcja-utylizacja), który przyczynia się do degradacji środowiska. CE ma na celu maksymalizację wykorzystania zasobów i oddzielenie wzrostu od zużycia zasobów. Wdrożenie CE może stymulować innowacje (np. nowe technologie recyklingu) i potencjalnie tworzyć nowe miejsca pracy. Na poziomie samorządowym, duże miasta, jak Łódź, koncentrują się na kompleksowym wdrażaniu strategii CE, podczas gdy mniejsze ośrodki skupiają się głównie na doskonaleniu systemów selektywnej zbiórki odpadów.
Obecna epoka industrializacji, zdominowana przez robotykę, automatyzację i sztuczną inteligencję (AI), jest określana mianem czwartej (Przemysł 4.0) i piątej (Przemysł 5.0) rewolucji przemysłowej. Przemysł 4.0 bazuje na całkowitej automatyzacji, cyfryzacji, zbieraniu i wymianie danych, a jego celem jest osiągnięcie wyższego poziomu wydajności operacyjnej i produktywności. Przemysł 5.0 stanowi rozwinięcie tej koncepcji, w której kluczową rolę odgrywają człowiek i zrównoważony rozwój. Zakłada ona synergię współpracy między ludźmi a maszynami. Oprócz maksymalizacji produktywności i jakości pracy, Przemysł 5.0 dąży do stworzenia społecznie odpowiedzialnego środowiska pracy i zapewnienia większego bezpieczeństwa pracowników.
Tak jak niegdyś maszyna parowa, tak dziś sztuczna inteligencja (AI) jest kluczowym elementem tych procesów, przewiduje się, że algorytmy będą w stanie przewyższać ludzi w logicznym myśleniu w perspektywie dekady. AI jest już wykorzystywana w zarządzaniu procesami miejskimi i regionalnymi. Powszechna automatyzacja w przemyśle prowadzi do zmniejszenia pracy fizycznej. W rezultacie, rosną oczekiwania dotyczące unikalnych ludzkich zdolności, takich jak empatia, ciekawość i kreatywność. Organizacje muszą wspierać rozwój tych zdolności, dając pracownikom autonomię w kształtowaniu wykonywanej pracy, aby uniknąć „deficytu wyobraźni”.
Dzisiejsza industrializacja jest „glokalna”: globalizacja otwiera rynki, technologie i kapitał, ale skuteczność zmian rozstrzyga się na poziomie regionów i miast. Stąd znaczenie współpracy międzynarodowej nie tylko między państwami, lecz także między samorządami i społecznościami – zwłaszcza w projektach klimatycznych i środowiskowych. W dawnych ośrodkach przemysłowych, takich jak Łódź, kluczowa okazuje się rewitalizacja obszarów poprzemysłowych: zachowanie historycznej tkanki przy jednoczesnym wprowadzaniu nowych funkcji mieszkaniowych, usługowych, turystycznych i transportowych. To podnosi jakość przestrzeni i wzmacnia spójność społeczną. Równolegle regiony budują przewagi w oparciu o innowacje: klastry, instrumenty finansowe i wsparcie dla firm wdrażających nowe technologie tworzą środowisko, w którym praca, wiedza i kapitał krążą szybciej i sensowniej.
Można stwierdzić, że przeszliśmy od ery kominów i pary do ery zielonych technologii. Współczesny przemysł, regulowany normami środowiskowymi, prawami pracowniczymi i bezpieczeństwa (będącymi spuścizną walk o godną pracę i czyste środowisko), dąży do bardziej odpowiedzialnego i etycznego rozwoju. Wdrażanie nowoczesnych technologii, takich jak AI i robotyka, definiuje nową fazę industrializacji, która ma być mądrzejsza i bardziej odpowiedzialna.
Bibliografia
Apanel A., Znaczenie Społecznej Odpowiedzialności Biznesu (Csr) Dla Przedsiębiorstw z Sektora Msp: Korzyści, Bariery i Przykłady Dobrych Praktyk. ECREG STUDIES.
Bobola A., Cele zrównoważonego rozwoju w dobrych praktykach CSR przedsiębiorstw w Polsce. TRR 2024, nr 22, s. 17–30. https://doi.org/10.22630/TIRR.2024.22.14.
Barszczewska-Krupa A., Pokolenie Rajmunda Rembielińskiego na przełomie epok, [w:] Rajmund Rembieliński. Jego czasy i współcześni, pr. zbior. red. A. Barszczewska-Krupa, PWN, Warszawa 1989.
Chróścielewski T., Młodość miasta [w:] Kwiaty Łódzkie. Antologia poezji o Łodzi, red. Z. Skibiński, i B. Stelmaszczyk-Świontek, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1982.
Fiszbak J., Mity „ziemi obiecanej” w regionalnej literaturze Łodzi. Między gra wyobraźni, fikcją literacką a historią, Wydawnictwo Uniwersytetu łódzkiego, Łódź 2013.
Fross K., Stawowiak M., Groń K., Fross R., Ptaszny J., Kopalnia jako zakład przyszłości. „BUILDER” 2024, 320(3), 6–10. https://doi.org/10.5604/01.3001.0054.3204
Gniadkowska-Szymańska, A. Zrównoważony rozwój, społeczna odpowiedzialność biznesu (CRS) i ESG w świetle uregulowań prawnych w Polsce i Unii Europejskiej, KNoP 2025, 75 (1), s. 91–103. https://doi.org/10.33119/KNOP.2025.75.1.6.
Jezierski A., Zawadzki S., Dwa wieki przemysłu w Polsce Zarys dziejów, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966.
Kochanowicz M., Społeczna odpowiedzialność biznesu jako narzędzie wzmacniania systemu zarządzania bezpieczeństwem państwa na przykładzie technologii czystej energii, „Bezpieczeństwo. Teoria i Praktyka” 2024, nr 4, s. 73–88. https://doi.org/10.48269/2451-0718-btip-2024-4-005.
Kosiakiewicz W., Bawełna, eConn, Łódź 2008.
Lorentz Z., Narodziny nowoczesnej Łodzi. Szkic historyczny, W Łodzi Nakładem Prezydium Rady Miasta 1926.
Pinelski, M. Koncepcje CSR, SCR i CSV w zrównoważonej strategii sprzedaży, „Studia i Prace Kolegium Zarządzania Finansów” 2024, nr 197, s. 119–130. https://doi.org/10.33119/SIP.2024.197.9.
Reymont, W. Ziemia obiecana, http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ziemia-obiecana.
Woźniak K., Rajmund Rembieliński. Wizjoner i menedżer Łodzi przemysłowej. Raporty z lat 1824-1830, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2016.
Sołek-Borowska, C. Społeczna odpowiedzialność biznesu a odpowiedzialne zarządzanie dla zrównoważonego rozwoju. „Studia i Prace Kolegium Zarządzania Finansów” 2024, nr 197, s. 97–106. https://doi.org/10.33119/SIP.2024.197.7.
Tuszyńska L., Cele Zrównoważonego Rozwoju w Agendzie ONZ – 2030 a Kompetencje Społeczne Nauczycieli, Niezbędne Do Ich Realizacji, „Rynek Pracy” 2024, 188 (1).
Eklektyzm w architekturze
EKLEKTYZM W ARCHITEKTURZE
[…] po obu stronach ulicy ciągnącej się olbrzymią linią aż do Bałut, stały zbitą masą domy, pałace podobne do zamków włoskich, w których były składy bawełny; zwykłe pudła murowane o trzech piętrach, poobdzierane z tynków; domy zupełnie stylowe o złoconych balkonach żelaznych barocco, powyginane, wdzięczące się, pełne amorków na fryzach i nad oknami, przez które widać było szeregi warsztatów tkackich; malutkie, drewniane, gięte domki o zielonych omszonych dachach, za którymi wznosiły się w dziedzińcach potężne kominy i korpusy fabryk, tuliły się do boku pałacu o ciężkim renesansowo-berlińskim stylu, z czerwonej modelowej cegły i wszystkich odrzwiach i futrynach z kamienia, z wielką płaskorzeźbą na frontonie, przedstawiająca przemysł. O dwóch bocznych pawilonach zakończonych wieżami, a oddzielonych od głównego korpusu prześliczną żelazną kratą, za którą w głębi wznosiły się kolosalne mury fabryki; domy ogromem i wspaniałością podobne do muzeów, a które były składami gotowego towaru; domy przeładowane ozdobami w różnych stylach, bo na parterze renesansowe kariatydy podtrzymywały murowany ganek w staroniemieckim stylu, nad którym drugie piętro à la Louis XV wdzięczyło się falistymi liniami w obramowaniu okien, a zakończały facjatki pękate, podobne do szpulek; domy, które z powagą świątyń wznosiły mury ogromne, ozdobione surowo, pełne majestatu, na których złociły się litery ryte w tablicach marmurowych: „Szaja Mendelsohn”, „Herman Bucholc” itd. Była to zbieranina, śmietnik wszystkich stylów stosowanych przez murarzy, najeżona wieżyczkami, oblepiona sztukateriami, które wciąż oblatywały, pocięta tysiącami okien, pełna kamiennych balkonów, kariatyd, facjatek niby ozdobnych, balustrad na dachach, wspaniałych bram, gdzie szwajcarowie w liberii drzemali w aksamitnych fotelach, i zwykłych otworów, którymi błoto uliczne wlewało się na straszne, podobne do gnojowisk podwórza: sklepów, kantorów, składów, sklepików nędznych, przepełnionych brudem i tandetą, pierwszorzędnych hoteli i restaracyj, najohydniejszych szynków, przed którymi wygrzewali się w słońcu nędzarze […] (Reymont, s. 23).
Szli wąskimi schodami, jakie prowadziły ze starego domu na pierwsze piętro pałacu, bo cały jego parter zajmował kantor główny fabryki.
Mada biegła naprzód i otworzyła wielkie drzwi, u których klamki schowane były w barchanowe futerały. […]
– Chce pan obejrzeć mieszkanie.
– Z całą przyjemnością. Maks Baum dużo mi o nim opowiadał.
– Pan Maks jest pana wielkim przyjacielem – wtrąciła Mada.
– To mądry chłopak, ale jego ojciec to ma coś… w głowie. Zobacz pan dobrze, oglądaj pan wszystko, to nie żadna tandeta używana, to wszystko na obstalunek robione w Berlinie.
– Wszystko pan sprowadzał zza granicy?
– Wszystko, bo Hüberman powiedział, że tutaj u was nic nie dostanie porządnego.
Karol zamilkł i oglądał dość pobieżnie garnitury mebli, ciężkie portiery z jedwabiów i aksamitów, dywany, obrazy, a raczej wspaniałe ramy, bo na to zwracał uwagę Müller, kandelabry kosztowne a niesmaczne, piece pękate z niemieckiej majoliki, specjalne do jednego z damskich pokoików sprowadzone zwierciadła w ramach z saskiej porcelany.
Mada go objaśniła szczegółowo o każdym sprzęcie, była bardzo zadowolona z jego obecności i co chwila podnosiła swoje jasne porcelanowe oczy i przykrywała je spiesznie złotawą strzechą rzęs, bo Karol częste spojrzenia zatrzymywał na jej białej twarzy, pokrytej drobniutkimi punkcikami piegów, które ją obsypywały niby puchem brzoskwiniowym, ale nie zaniedbywał przy tym wykrzykiwać głośno:
– Wspaniałe, wspaniałe!
Mieszkanie było istotnie urządzone z dorobkiewiczowską wspaniałością.
Było w nim wszystko, co można kupić za pieniądze, ale nie było w nim życia ani gustu.
Był gabinet do pracy bardzo paradnie urządzony, w którym nikt nie pracował; była łazienka wyłożona majoliką białą w niebieski deseń z wanną marmurową, do których się schodziło po kilku stopniach pokrytych szkarłatem, sufit był ozdobiony malowidłami w stylu pompejańskim, ale czuć było, że tutaj się nikt jeszcze nie kąpał.
Pod wieżyczką, która wyskakiwała nad dach pałacyku, niby gruby wańtuch wełny, był pokój urządzony po mauretańsku; okna, ściany i odrzwia pstrzyły się w jaskrawe ordynarne figlasy rysunkowe, udające styl mauretański, długie, a niskie sofy pokrywały meblowe barchany w tymże stylu; pokój był karykaturalny i ordynarny krzykliwością barw, w jakie upstrzono ściany i okna, a w którym również nikt i nigdy nie siadał pod mauretańską kopułą, świecącą jak stary przepalony rondel ceglasto-miedzianymi malowaniami.
– To jest po hiszpańsku – objaśniał Müller.
– Po mauretańsku, ojciec się omylił – poprawiała Mada.
– Pan sam urządzał?
– Ja sam płaciłem, a Hüberman urządzał.
– Panu się podoba ten pokój? – pytała Mada.
– Bardzo jest śliczny i oryginalny.
Kłamał z uśmiechem.
– On jest bardzo drogi! Hüberman doliczył mi za niego całe dwa tysiące rubli. Ja nie lubię głupstw, lubię tylko solidne rzeczy, ale jak mi zaczął gadać, że w każdym porządnym pałacu musi być pokój urządzony po chińsku lub po japońsku, a że i Mada chciała, to on zrobił po mauretańsku dla oryginalności. Mnie to nic nie szkodzi, niech sobie będzie po jakiemu chce, ja i tak w tym nie będę mieszkał.
– To państwo nie mieszkają w pałacu?
– Panie Borowiecki, żebym ja mieszkał w pałacu, to by się ze mnie tak śmieli, jak się śmieją z Meyera i z Endelmana. Po co mi to, kiedy mi wygodniej w starej chałupie.
– Ale szkoda trzymać pustką.
– Niech stoi. Wszyscy stawiają pałace i ja kazałem postawić, mają salony i ja mam salony, mają powozy i konie, i ja mam powozy i konie. Kosztuje drogo, niech kosztuje i niech sobie stoi, niech ludzie wiedzą, że Müller może mieć pałace, a woli mieszkać w starym domu.
Poszli dalej oglądać.
W środku mieszkania, z oknem na alejkę prowadzącą do fabryki, był długi wąski pokój obity ciemną materią.
Pod ścianami stały niskie sofy pokryte czerwoną w złote kwiaty skórą, z tyłami sięgającymi do pół wysokości ścian i poprzegradzanymi na pojedyncze siedzenia jak coupé drugiej klasy.
Wąskie zwierciadła, wpuszczone w mur, patrzyły mrocznie znad sof i marmurowych konsol obwiedzionych brązowymi galeryjkami.
Był to pokój do palenia, jak objaśniała Mada, ale znać było po niepokalanej nowości sof i stolików niskich symetrycznie przed nimi rozstawionych, że tutaj nikt jeszcze nie palił.
Potem oglądali ogromny salon oświetlony czterema oknami, zupełnie biały, ze stiukowym sufitem gęsto złoconym, zapchany meblami, przeładowany masą obrazów, kandelabrów, kolumn, kanapek i krzeseł, które w wyciągniętych szeregach, owinięte w białe pokrowce, stały pod ścianami, znać było, że nikt tutaj się jeszcze nie bawił i nikt nie siadał na tych meblach.
Były jeszcze maleńkie gabineciki, wyzłocone i ozdobione jak bombonierki, pełne gracików, pustych żardinierek, paradnych marmurowych kominków, na których się wdzięczyły porcelanowe statuetki.
Był i pokój jadalny połączony windą z kuchnią, cały wyłożony mahoniowymi kwadratami, ujętymi w cienkie jak ostrza brązowe listwy, ze stołem ciężkim w pośrodku, z kredensami w stylu empire, które Müller kolejno otwierał i pokazywał ich wnętrza zapchane porcelaną i zastawami stołowymi, których nikt nie używał.
Była i biblioteka, bo budowniczy i tapicer o niczym nie zapomnieli; mały pokoik obstawiony szafkami z białego dębu, w stylu staroniemieckim, w którym się złociły przez szyby szaf grzbiety dzieł wszystkich wielkich pisarzów świata, a których tutaj nikt nie czytał, ale i nikt nie znał ich imion.
A na zakończenie poszli do sypialni; na środku stały dwa olbrzymie łoża, zasłane jedwabną niebieską pościelą i przysłonięte takimiż kotarami, niebieski również dywan zaścielał całą posadzkę i niebieskie obicie miały ściany.
W rogu stała wielka marmurowa umywalnia dwuosobowa, tak wielka, że można by w niej pławić konie, połączona rurami z fabryką, która dostarczała wody ciepłej.
Nikt nie sypiał w tej sypialni (Reymont, s. 140–141).
Zajechali przed dwupiętrowy dom, dosyć szczęśliwie udający ciężki pałac w stylu florenckim, stojący w ogrodzie przy jednej z bocznych ulic i odgrodzony od niej żelazną kratą pokrytą bluszczem, z którego świeciły złocone ostrza sztachet i niebieskie majolikowe wazony ustawione na słupach, różowiąc się krzewami azalii kwitnących, poustawianych tam specjalnie na dzisiejszą uroczystość u Endelmanów (Reymont, s. 141).
Bucholc mieszkał na samym końcu miasta, za fabrykami swoimi. W dużym parku, graniczącym jedną stroną z murami fabryk, które nad nim panowały, stał jednopiętrowy dom, nazywany pałacem, zbudowany w tym łódzko-berlińsko-renesansowym stylu, z wieżami baniastymi po rogach, z szeregiem facjat ozdobnych, z tarasem na dachu, obwiedzionym żelazną balustradą. […] Lokaj w czarnej liberii otworzył przed Borowieckim wielkie drzwi do przedpokoju, wyłożonego dywanem i obwieszonego fotografiami fabryk, grupami robotników i mapami majątków ziemskich, jakie posiadał Bucholc.
Czworo drzwi prowadziło w głąb domu, a wąskie żelazne schody na piętro.
Wielka, żelazna latarnia w stylu gotyckim, wisząca u sufitu, rozrzucała łagodne światło, co kolorowymi. jakby wypłowiałymi plamami mżyło na ciemnym dywanie i drzewem wyłożonych ścianach. […] Lokaj szedł naprzód i uchylał portier, otwierał drzwi, a Borowiecki szedł wolno przez wspaniałe pokoje, bardzo poważnie i ciężko umeblowane, zaciemnione prawie zupełnie storami opuszczonymi. Cisza go otaczała zupełnie, bo odgłos kroków tłumiły dywany. Uroczysta, zimna powaga panowała w mieszkaniu; meble stały w pokrowcach ciemnych, zwierciadła, wielkie żyrandole, kandelabry, obrazy nawet na ścianach pokryte były zasłonami i tonęły w zmroku, w którym tylko błyszczały brązowe ozdoby majolikowych pieców i złocenia stiukowych sufitów (Reymont, s. 45).
KOMENTARZ
Antoniemu Szramowi należy się wdzięczność łódzkiego społeczeństwa za należytą ochronę i właściwe docenienie XIX-wiecznego dziedzictwa architektonicznego i dostrzeżenie wartego pilnej ochrony zabytkowego śródmieścia Łodzi. Należy zachować we wdzięcznej pamięci jego często powtarzaną konkluzję że „Łódź zachowała do chwili obecnej interesującą architekturę z XIX wieku, klasycyzującą, historyzującą, eklektyczną, secesyjną. Drugie co do wielkości miasto jest zarazem największym zespołem XIX-wiecznego budownictwa przemysłowego na obszarze Polski”(Szram, 1974, s. 340).
Współcześnie Łódź, po okresie transformacji ustrojowej, nie jest już drugim miastem pod względem wielkości i liczby mieszkańców w Polsce, ale klasycyzm i historyzm to dwie główne stylowe formacje, które współtworzą architekturę XIX w., podlegającą w Łodzi intensywnej rewitalizacji. Na jej kształt i ogromną skalę budowanych obiektów wpływ miały przede wszystkim gwałtowne przemiany techniczne i społeczne, będące następstwem rewolucji przemysłowej i urbanizacyjnych procesów. Miasta takie jak Paryż, Londyn, Berlin, Monachium i Wiedeń rozrastały się w XIX w. w niezwykle szybkim tempie. Powstały wtedy liczne nowe ośrodki przemysłowe i włókiennicze, takie jak Manchester, Lyon, Chemnitz, Tampere i Łódź. Państwa europejskie przeobraziły się w nowoczesne systemy parlamentarne. Postęp ekonomiczny, naukowy, upowszechnianie się edukacji i rosnąca rola sztuki w życiu publicznym to czynniki, które formowały dziewiętnastowieczne miasta, wzbogacające się o szereg nowych gmachów publicznych jak parlament, giełda, banki, uniwersytet, opera, teatr i muzeum. Kapitalizm projektował i tworzył potężne fabryki i zwarte osiedla robotnicze (Stefański, 2005, s. 7 i 10). Historyzm, swobodnie czerpiący z dziedzictwa stylistycznego europejskiej architektury był stylem, który zdominował architekturę publiczną i fabryczną tamtych czasów. Architekci spod znaku historyzmu traktowali swobodnie owo dziedzictwo i tradycje budownictwa czerpiąc dowolnie z ich dorobku. Charakter projektowanej budowli decydował o doborze motywów stylowych i to pragmatyczne podejście pozwalało architektom ujmować dane formy jako materiał przydatny wedle aktualnych potrzeb. Ewolucji architektury towarzyszył rozwój badań historycznych nad dawną sztuką, motywowany przez scjentystyczną postawę luminarzy rozmaitych nauk o przeszłości. W ten sposób dawne formy zaczęły służyć w nowych budowlach. Ale ich funkcja i wartość była następstwem projektu i wpisanej w niego wygody stawianej ponad konwencję stylową obiektu i jego artystycznych treści. Jak zauważył Krzysztof Stefański:
Świadczy o tym charakterystyczne dla architektów […] opracowywanie projektów w kilku wersjach stylowych – przy tym samym układzie planu i ukształtowaniu bryły obiekt mógł otrzymać zewnętrzną szatę o formach neorenesansowych, neobarokowych, czy też neogotyckich. Takie podejście do formy zewnętrznej prowadziło do zjawiska „fasadowości”, polegającego na doczepieniu zewnętrznej dekoracji architektonicznej bez głębszego związku ze strukturą budynku. Występowało ono szczególnie często w architekturze wielkomiejskich kamienic późnego historyzmu. O wyborze formy architektonicznej w sytuacji, gdy twórca miał do dyspozycji różnorodne konwencje stylowe, mogło decydować wiele czynników. Jedną z charakterystycznych cech architektury XIX wieku stała się zasada adekwatności formy architektonicznej do funkcji budynku. Wydaje się ona stać w sprzeczności z podkreśloną przed chwilą swobodą w dobieraniu zewnętrznej szaty stylowej budynków. Jednakże obie te cechy architektury dziewiętnastowiecznej współistniały, dopełniając się, przy czym zasada adekwatności ściślej była przestrzegana w gmachach użyteczności publicznej (Stefański, 2005, s. 11–13).
Dzięki tej syntezie gmachy publiczne jak sądy i powiązane z nimi więzienia przybierały kształt średniowiecznej architektury obronnej, zaś gmachy rządowe i muzea osiągały formy klasyczne i renesansowe. Teatry często przybierały formy renesansowe, natomiast w końcu stulecia inspirowały się barokiem. O charakterze budownictwa sakralnego zdecydowała mnogość rozwiązań stylowych, z początku formy klasyczne, następnie w budowie kościołów gotyckie, natomiast rzadziej neoromańskie. Cerkwie wyróżniał styl rusko-bizantyjski, synagogi styl mauretański.
Jak zauważył Jan Białostocki: „Patrzymy na wiek XIX spoza przepaści, jaką nas odeń oddzieliło drugie, gwałtowniejsze od pierwszego zerwanie tradycji. Pierwsze dokonywało się z wolna na przestrzeni XVIII stulecia przewartościowując normy i zastarzałe kryteria; zapoczątkowały je akademickie dyskusje wielbicieli starożytności ze zwolennikami tego, co nowe, w których padły już doniosłe słowa Charles Perraulta, stanowiące jedno z pierwszych sformułowań pluralizmu estetycznego, mówiące mianowicie o „égalité naturelle” stylów. […] Nawyk stylu przestał prowadzić nieświadomą rękę artysty, który dostrzegł, że może nad nim zapanować. Ciąg tradycji zamknął się i świat sztuki ukazał się oczom artystów XIX w. jako wielki repertuar możliwości. Gdy niegdyś, zgodnie z wywiedzionymi z zasad retoryki dyrektywami, wybierali właściwy modus swej wypowiedzi, w XIX w. czynili wybór na stylistycznej palecie przeszłości. Drugi przełom wstrząsnął już nie tylko świadomością dotycząca form, środków i norm sztuki, lecz świadomością jej celów i sensu. Mam na myśli lata około 1910, które wydały kubizm i sztukę nieprzedstawiającą, Gdy pierwszy przełom otworzył oczy na walory historii inaugurujące wiek historyzmu, to drugi przełom ogłosił historię martwą, a jej artystyczne relikty skazał na zagładę. Przynajmmniej tak to formułowali najbardziej awanturniczy przedstawiciele nurtów składających się na wielką falę tego drugiego przełomu [płynna metaforyka]. Przed pierwszym wstrząsem w ciągu tradycji była ona naturalnym żywiołem sztuki, która nie popadła jeszcze w grzech samoświadomości; po drugim przełomie sztuka odwróciła się od przeszłości zrywając stopniowo ze wszystkimi dotąd przyjętymi założeniami” (Białostocki, 1973, s. 8).
Wedle Mieczysława Porębskiego lata sześćdziesiąte w sztuce i literaturze stylu XIX w. to nałożenie się dwóch struktur: „metonimicznego realizmu szczegółów i metaforyzującej, patetycznej symboliki”, co wedle Porębskiego świadczy o „uniwersalistycznych ambicjach artystycznego języka epoki” i jednocześnie o „efemeryczności tych wysiłków”, i wytwarzanych przez nie nieprzezwyciężalnych sprzeczności, które za życia tego samego pokolenia prowadziły do rozpadu i kiczu, jako pozostałości, któremu niesłusznie nadawano powszechne historyczno-estetyczne znaczenie. Podobne stylotwórcze tendencje odnotowuje Porębski w architekturze i charakterystycznym dla tej epoki eklektyzmie, którego niesłusznie identyfikuje się z mieszanką różnych stylów „historycznych”. Jak stwierdził Porębski: „Na eklektyczną całość składa się dekoracyjny patos zwróconych na zewnątrz reprezentacyjnych fasad, które przekształcają metaforycznie, dość poza tym funkcjonalną budowlę w rezydencję, świątynię i twierdzę równocześnie, oraz zaciszna, pełna troski o praktyczny szczegół, o wygodę, zapobiegliwość mieszkalnych, klubowych, hotelowych, handlowych, reprezentacyjnych czy studyjnych wnętrz, owo panujące w nich metonimiczne gromadzenie urządzeń, zbiorów, bibelotów z różnych miejsc i czasów”. Ta sama stylotwórcza zasada dotyczy symboliczno-metaforycznego patosu generalnego programu wystaw światowych i równorzędnej systematyzacji wszystkich dziedzin przemysłowej i artystycznej działalności człowieka jako prezentacji eksponatów dokumentujących te praktyki „w sposób metonimiczno-synegdochiczny” (Porębski, 1973, s. 20).
„Królewski splendor” otacza nie tylko arystokratyczne rody władające Europą, ale i kapitał, który przejął władzę nad coraz bardziej demokratyzującym się społeczeństwem. „To właśnie kapitał narzucał konwencję, organizował »dwór«”. P. Krakowski, rozpatrując termin „eklektyzm” cytuje Godebskiego:
„Ludzie, których zwykliśmy uważać jako ludzi dobrego smaku i gustu, są to zazwyczaj po prostu zbieracze; antyki, odrodzenie, gotyki – wszystko to tam pomieszane; słowem posiadamy wszystkie zabytki ze wszystkich stuleci prócz naszego – objaw to dziwny i w żadnej epoce niebywały. Eklektyzm jest naszym hasłem, naszą wybitną skłonnością, wszystko bierzemy i przyjmujemy; to, bo piękne, tamto, bo wygodne, inne znów, bo starożytne, inne jeszcze nareszcie, bo dziwne szpetne nawet; żyjemy wśród samych niemal szczątek, jak gdyby bliski był już koniec świata. Zjawisko to widoczne jest we wszystkich sztukach” (Godebski, 1970, s. 154).
Następnie Krakowski przywołuje Godfrieda Sempera, który w 1834 r, który wydał o eklektyzmie następująca opinię: „nasze stolice wykwitają w górę jak prawdziwe Extraits de millefleurs, jako kwintesencje wszystkich krajów i stuleci, tak że w wygodnej złudzie, sami na końcu zapominamy, do jakiego wieku należymy” (cyt. za: Beebkeb, 1844, s. 69).
Zdaniem Pevsnera historyzm w sztuce, architekturze „jest postawą dla której badanie i wykorzystanie historii jest bardziej istotne, niż odkrycie i rozwinięcie nowych systemów lub nowych form własnej epoki” We wcześniejszych swoich wystąpieniach definicje tę formułował w sposób jeszcze bardziej dobitny: „Historyzm – głosił w 1961 r. – jest tendencją, która wyraża się wiarą w potęgę historii w takiej mierze, że wszelkie przewrotne działanie zostaje zdławione i zastąpione przez postępowanie, inspirowane pewnym precedensowym przypadkiem jakiegoś określonego czasu”. Rozwój historyzmu w ciągu XIX w. prowadzi do stopniowego wyrażania coraz to większej liczby stylów architektonicznych i traktowania ich równolegle obok siebie jako pełnoprawnych partnerów (Krakowski, 1973, s. 24- 25).
Nie ulega wątpliwości, że eklektyzm wieku XIX jest szczególną formą historyzmu, który jest pojęciem szerszym. Każde spojrzenie wstecz przepełnia nostalgia lub melancholia, bowiem przeszłość nie ujawnia już żadnej ciągłości, lecz jest stosem ruin. Daniel Bell dostrzegł ten rodzaj entropii w archaiczności koncepcji gatunku literackiego (esej lub felieton) i stylach architektury (eklektyzm), które nie dają się już odróżnić od potoku doświadczenia:
Wraz z odrzuceniem nienaruszalnej ciągłości czasu oraz wiary, iż przyszłość zawarta jest w teraźniejszości, zatraca się klasyczne poczucie całości, skończoności. Fragment czy część zastępuje całość. Nową estetykę odnajduje się w połamanym torsie, w urwanej ręce, w pierwotnym grymasie. Mieszające się i wzajemnie przenikające style, zmuszają do porzucenia samej idei gatunku i określających go zasad. Można by powiedzieć, że estetyką staje się klęska estetyki (Bell, 1994, s. 84).
Dlatego też „krytyka” XIX wieku – zdaniem Waltera Benjamina – nie może być tylko wymierzona w „kult mechanizmu i maszyny”, lecz także w jego „narkotyczny historyzm” realizowany w mani przybierania masek, w której jednakowoż ukrył się znak prawdziwej egzystencji historycznej, wpierw dostrzeżony przez surrealistów. „W niniejszej próbie stawiamy sobie za cel rozszyfrowanie tego znaku.” – stwierdził Benjamin. Dla Benjamina dopiero rewolucja oraz materialistyczna podstawa surrealizmu, jako ruchu rozumiejącego pracę mitu, stanowiły dostateczną gwarancję, że w owej paradzie masek swój najdoskonalszy historyczny wyraz mogła uzyskać ekonomiczna baza XIX stulecia (Benjamin, 2005, s. 434).
Co to oznacza dla mieszkańca Łodzi. Spacerując ulicami dziewiętnastowiecznego śródmieścia może on sobie uświadomić, że na przykład ulica Piotrkowska jest jednym wielkim pasażem historii, który tworzą dwa rzędy kamienic w tak różny sposób nawiązujące w swoim historyzmie do istniejących dawniej stylów architektonicznych (klasycystyczny, romański, gotycki, renesansowy barokowy, rokoko) a także modernistycznej secesji, że może postrzegać poszczególne fasady kamienic jako historyczne kostiumy. Ten pasaż historii jest jednocześnie scenerią mediacji o wręcz karnawałowym charakterze:
Karnawałowy pochód stylów, ciągnący się przez cały XIX wiek, to konsekwencja zamazywania się stosunków władzy. Jej burżuazyjni dzierżyciele sprawują ją często nie tam, gdzie mieszkają (rentierzy), i nie w sposób wolny od zapośredniczeń. Stylowy wystrój ich mieszkań to ich fałszywa bezpośredniość. Przestrzeń jako alibi ekonomiczne. Czas jako alibi wnętrza mieszkalnego (Benjamin, 2005, s. 248).
To, co dotyczy zewnętrza i sfery publicznej, wedle Benjamina ma swoje odzwierciedlenie w przestrzeniach prywatnych i intymnych dziewiętnastego stulecia:
Tak, owa epoka była bez reszty zorientowana na senne marzenia, meblowała się podług nich. Ciągłe przemiany stylu – gotycki, perski, renesansowy itd. – oznaczają, że wnętrze mieszczańskiej jadalni przedzierzga się w paradny salon Cezara Borgii, z buduaru pani domu wyrasta gotycka kaplica, a gabinet gospodarza przemienia się w opalizującą komnatę perskiego szejka. Fotomontaże, z jakich utrwalono dla nas te obrazy, odzwierciedlają jedną z najpierwotniejszych form percepcji tych pokoleń. Jedynie stopniowo obrazy, pośród których ta forma bytowała, wyzwoliły się i jako figury reklamowe trafiły na inseraty, etykiety i afisze (Benjamin, 2005, s. 242).
Dzisiaj nasze wnętrza i zewnętrzna nie łączą już marzenia senne, ani korowód stylów, który świętował potęgę Europy i jej cywilizacji z antycznymi i chrześcijańskimi korzeniami, ale raczej wymiar wirtualny bez wyraźnej granicy, między prawda a fałszem, realnym a manipulacją, a nasze profile są najlepszą reklamą konstruowanego w sieci życia.
KORESPONDENCJE
Nie było rady. Kański poszedł.
Feinsohn prowadził go przez pokoje, zatrzymując się jednak w każdym i dając Kanskiemu objaśnienia.
– To mój salon.
– To mój drugi salon.
– To mój mały salonik.
– To fumoir… wiesz pan, fumoir…
Kański szedł i ciekawość się w nim obudziła.
– Co za próżny żydzisko, – pomyślał.
Ale na widok przepychu, jaki się przed nim roztaczał, zapomniał na chwilę nawet o swoim interesie. Dziwne bo wrażenie robił ten zbytek rozrzutny, wypełniający te pokoje, – prawdziwa niespodzianka w mieście pełnym kurzu, brudu i murów ordynaryjnych, nawet nieobielonych. Feinsohn mieszkał jak udzielny książe. Wszędzie dywany, stiuki, bronzy, porcelany, obicia z kosztownych materji.
– Ładne muzeum, – myślał Kański (Kosiakiewicz, 2008, s. 48).
Niedawno, bo zaledwie przed kilkoma miesiącami zakończono budowę nowego pałacu przy fabryce. Był to więc jeszcze zupełnie nowy i świeży pałac. Trzeba było tylko zmienić na nim poprzedni kupiecki znak, który Hünze kazał wyrzeźbić na froncie i zamienić go na nowy, szlachecki herb, wyobrażający stojącego niedźwiedzia, opartego łapami o pochylony krzyż. Ale dzieci Hünzego chciały wraz z nowym tytułem wszystko odnowić, nic nie zostawić z dawnego i starego. Sprowadzono więc architekta aż z samego Monachium, który przebudował pałac, ozdobił go wieloma szpiczastymi wieżyczkami i gotyckimi łukami, w stylu niemieckich zamków rycerskich, a wewnątrz poustawiał kamienne figury bohaterów, nagich Germanów walczących ze smokami. Odnowiono również wewnętrzne urządzenie pałacu. Usunięto stare, solidne i drogocenne meble, a na ich miejsce ustawiono nowe, sprowadzone z Monachium rzeźbione szafy, kredensy, stoły i fotele, orzechowe, różane, mahoniowe, przepełnione rzeźbionymi ozdobami i zaopatrzone w nowy herb. Ściany pokryły się drogocennymi jedwabiami i złoconymi ramami. Na sufitach tłoczyły się obfite sceny z greckiej mitologii. Ogromne gobeliny wyobrażające średniowiecznych rycerzy, klęczących przed tęgimi damami spływały od sufitu do perskich dywanów na posadzkach. Brodaci germańscy rycerze stali na straży przy porcelanowych kominkach, pokrytych brązowymi i marmurowymi odlewami klasycznych rzeźb. Japońskie wazy, chińska porcelana, bawarska ceramika, czeskie kryształy, barwne weneckie szkło błyszczały ze wszystkich kątów, zastawionych złoconymi postumentami. Kryształowe, jarzące się żyrandole i srebrne kandelabry rzucały jasne światło na nagromadzone złoto, srebro, kryształy, marmur, barwne szkło, drogocenne drewno, jedwabie, adamaszki, porcelanę, kość słoniową i koronki (Singer, 1992, s. 200–201).
WSPÓŁCZEŚNIE
Wybrane aspekty współczesnej architektury i eklektyzmu w kontekście rewitalizacji łódzkiego dziedzictwa poprzemysłowego doskonale odzwierciedlają dążenie do zrównoważonego rozwoju i tworzenia spójnej przestrzeni miejskiej, łącząc tradycję z nowoczesnymi wyzwaniami. Łódź, jako unikatowe miasto z ogromnym zasobem dziedzictwa poprzemysłowego, ma największy w Polsce zespół XIX-wiecznego budownictwa przemysłowego. Po upadku przemysłu włókienniczego po 1989 roku, ogromne kompleksy fabryk ulegały degradacji. Na początku XXI wieku rozpoczęto ich adaptację, nadając zdegradowanym budynkom nowe funkcje: handlowe, kulturowe, mieszkalne czy biurowe. Ten proces transformacji pofabrycznych obiektów, takich jak fabryki i pałace z czerwonej cegły, na centra kultury, lofty i biura, można postrzegać jako współczesną formę eklektyzmu, polegającą na łączeniu historycznej formy z nowoczesnymi funkcjami. Historyczne przeciążenie ludnościowe i niewydolność komunikacyjna w XIX wieku są obecnie zastępowane przez wyzwanie rewitalizacji zrujnowanej tkanki postindustrialnej. Ten proces jest kluczowym kontekstem współczesnej tożsamości Łodzi. Adaptacja kamienic z XIX wieku i przestrzeni pofabrycznych jest postrzegana jako wielka wartość rynkowa i dodana, a nie tylko wyzwanie. Łódź jest idealnym miejscem współczesnego eklektyzmu, aby łączyć różne style – styl kamienicy ze stylem loftu, industrialne budynki z nowoczesnymi funkcjami. Inwestycje, takie jak Fuzja Archikomu, stanowią przykład połączenia starej tkanki z nową tkanką. Istnieje silna tendencja, aby nie burzyć, lecz remontować i wykorzystywać zasoby, które już są, co jest pożądane ze względu na coraz mniejszą ilość gruntów. W projektach modernizacyjnych należy zachować to, co można zachować (np. podłogi, cegła, sztukaterie), aby opowiedzieć pewną historię danego wnętrza. Młodsi klienci mają większą świadomość i chęć korzystania ze starszych budynków rewitalizacyjnych. Nowe pokolenie klientów nie chce tylko czterech ścian, ale mieszkania razem z życiem, co silnie wiąże architekturę wnętrz i przestrzeni z oczekiwaniami odnośnie do ekologii, mobilności i „miasta 15-minutowego”.
Kluczowe przykłady eklektycznej adaptacji:
- Księży Młyn i Fuzja – w zespole fabrycznym Karola Scheiblera na Księżym Młynie (części dawnych „posiadeł wodno-fabrycznych”, gdzie narodziła się przemysłowa Łódź) zrealizowano projekty, w których zachowano bryłę budynków, ale zmieniono ich funkcję. Lofty „U Scheiblera” stanowią największą w Polsce adaptację zespołu poprzemysłowego na cele mieszkaniowe. Kompleks Fuzja (na terenie dawnej fabryki Scheiblera) to mikrodzielnica łącząca funkcje mieszkaniowe, biurowe, usługowe oraz tereny zieleni i przestrzeń publiczną. Zachowano unikatową architekturę secesyjnej Elektrowni (będącej emblematem zespołu) i zastosowano staranność w renowacji obiektów zabytkowych oraz w formie architektonicznej nowo wznoszonych budynków, ich kolorystyce i detalu. Dawna remiza strażacka zachowała pierwotny wygląd i oryginalne drzwi, ale pełni dziś funkcje biurowe.
- Manufaktura (na terenie jurydyki Izraela Poznańskiego) – to centrum handlowo-rozrywkowo-kulturalne, uznawane za największą rewitalizację terenów postindustrialnych w Europie. W Manufakturze połączono zrewitalizowane obiekty pofabryczne z nowoczesnym gmachem ze szkła i stali w centralnej części. Art_Inkubator (zlokalizowany w dawnych magazynach bawełny) łączy dziedzictwo materialne (zachowane małe okna, oryginalne drzwi, balustrady, żelbetowe słupy, tory bocznicy kolejowej, żeliwne płyty chodnikowe) z niematerialnym, służąc współczesnym przemysłom kreatywnym.
Eklektyzm a Zrównoważony Rozwój i Lokalność
Współczesna rewitalizacja łódzkiego dziedzictwa eklektycznego i historyzującego jest wpisana w ideę zrównoważonego rozwoju. Władze miasta i inwestorzy dążą do harmonii między przeszłością a przyszłością. Aspekty eklektyczne w dążeniu do zrównoważonych miast to łączenie Stylów i Czasu (Integracja Czasowa i Przestrzenna). Podobnie jak XIX-wieczny eklektyzm łączył różne tradycje, opierając się na pragmatycznym podejściu do wyboru stylu (adekwatności formy do funkcji), tak współczesna rewitalizacja łączy historyczną zabudowę z wymogami nowoczesnej urbanistyki. W projektach rewitalizacyjnych, takich jak Fuzja, następuje integracja form przeszłości i teraźniejszości, poprzez świadome nawiązanie do tradycji miejsca i jego przeszłości. Proces ten prowadzi do spójności przestrzennej i różnorodności funkcjonalnej.
Historyczne detale i elementy (jak tory kolejowe, żeliwne płyty) są zachowywane i eksponowane, pełniąc symboliczną funkcję w nowo urządzonej przestrzeni publicznej.
Ekologia i Rezyliencja
Nowoczesne miasta, takie jak Łódź, stają się liderem zrównoważonego rozwoju, wdrażając zielone rozwiązania i rewitalizując tereny poprzemysłowe. Miasto zostało wyróżnione przez National Geographic Traveler za kategorię „Zrównoważony rozwój”. W kontekście ekologii, dążenie do zrównoważonych miast (Cel 11 Agendy ONZ) oznacza poszukiwanie harmonii między przeszłością a przyszłością. W rewitalizacji obszar ten ma ogromne znaczenie, na przykładzie działań badawczych skoncentrowanych na rezyliencji klimatycznej i poprawie odporności systemów społeczno-ekologicznych (np. poprzez drzewa w tkance miejskiej). Łódź zajmuje się problematyką adaptacji do zmian klimatu i ochrony środowiska. Następuje proces renaturyzacji rzek (np. Lamus, Ner, Jasień, Łódka), a także tworzenie zielonych przestrzeni publicznych (np. woonerfy, parki).
Inkluzywność i Lokalność (Społeczny Wymiar Eklektyzmu)
Rewitalizacja nie jest tylko implantacyjna (wszczepienie nowych funkcji i użytkowników), ale coraz częściej dąży do integracji lokalnej społeczności. Projekty rewitalizacji kładą nacisk na lokalność, rozumianą jako koncentracja na komforcie życia mieszkańców, kreowanie przyjaznych relacji międzyludzkich i międzypokoleniowych. W kontekście eklektyzmu i inkluzywności, różnorodność (także stylów) jest postrzegana jako siła. XIX-wieczna architektura Łodzi charakteryzowała się mieszanką stylów, co odzwierciedlało jej wielokulturowy krajobraz. Współcześnie rewitalizacja ma na celu odbudowę znaczenia historycznego centrum przez połączenie najcenniejszych historycznie terenów w jeden uporządkowany, atrakcyjny urbanistycznie, ekonomicznie i społecznie obszar. Wdrażane są projekty wspierające inkluzywność, na przykład w badaniach nad dostępnością i atrakcyjnością terenów zieleni dla osób z niepełnosprawnościami oraz w tworzeniu narzędzi do określenia inkluzywności przestrzeni publicznych ze względu na płeć.
Bibliografia
Antczak-Stępniak, A., (2025), “Post-Industrial Zombie Buildings and “Lex Developer” – a Wasted Chance to “Revive” Them?”, Rozwój Regionalny i Polityka Regionalna”, nr 73, 291–308, https://doi.org/10.14746/rrpr.2025.73.17
Beebkeb, H., (1844), Das 19. Jahrhundert in der deutschen Kunst, Monachium.
Bell, D., (1994), Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
Benjamin, W., (2005), Pasaże, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
Białostocki, J., (1973), „Sztuka przed stu laty. Wprowadzenie”, [w:] Sztuka 2 połowy XIX w. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Łódź, listopad 1971, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
Godebski, C., (1970), Listy o sztuce, Kraków.
Jakóbczyk-Gryszkiewicz J., (2025), „Tereny rewitalizowane jako atrakcje turystyczne Łodzi, [w:] M. Makowska-Iskierka, J. Wojciechowska (red.), Turystyka – to znaczy co? Uroboros czy Feniks, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 57–79. https://doi.org/10.18778/8331-801-1.04
Kaczmarek, S., (2024), „Lokalność w procesie rewitalizacji. Przykład kompleksu Fuzja w Łodzi”, Prace i Studia Geograficzne, 69(2), s. 25–32, https://doi.org/10.48128/pisg/2024-69.2-02
Kosiakiewicz, W., (2008), Bawełna, eConn, Łódź.
Krakowski, P., (1973), „Wątki znaczeniowe w architekturze wieku XIX”, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego Prace z Historii Sztuki, z. 11, https://doi.org/10.11588/diglit.26677.7
Olejnik, A., Trippner-Hrabi, J., Khmara, Y., Kusideł-Nowakowska, E., Chądzyński, A., Dolewka, J., Przygodzki, Z., Załęczna, Z., Arendt, M., Kukulak-Dolata, Ł., (2025), „Interdyscyplinarne centrum badań nad wymiarem przestrzennym procesów społeczno-gospodarczych. Instytut Gospodarki Przestrzennej”, [w:] B. Guziejewska, P. Starosta (red.), Szkoły naukowe i kierunki badań na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 179–212, https://doi.org/10.18778/8331-803-5.07
Porębski, M., (1973), Styl XIX w., [w:] Sztuka 2 połowy XIX w. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Łódź, listopad 1971, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
Reymont, W. Ziemia obiecana, http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ziemia-obiecana (data dostępu: 29.12.2025).
Singer, I. J., (1992), Bracia Aszkenazy, T. 1, Sagitta S. C., Warszawa.
Stefański, K., (2005), Architektura XIX wieku na ziemiach polskich, Wydawnictwo DIG, Warszawa 2005.
Szram, A., (1974), „Zabytki i współczesność w mieście”, Głos Robotniczy, nr 47.
Tomczak, A., Warsza, R., (2024), „Proces planowania miasta od skali generalnej do inwestycji szczegółowych. Przykład Poprzemysłowego Dziedzictwa K.W. Scheiblera w Łodzi”, Teka Komisji Urbanistyki i Architektury Oddziału Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, LII, s. 195–211, https://doi.org/10.24425/tkuia.2024.152970
Wójciki, H., (2024), „Od Scheiblera do Inkubatora: Jak przestrzenie po przemyśle włókienniczym służą dziś w Łodzi przemysłom kreatywnym”, Kwartał, nr 29, s. 19–29. https://doi.org/10.18778/2082-8675.29.02
Fabryka
Nie chciało mu się iść do roboty. Było mu dobrze tak chodzić i myśleć o tej przyszłej fabryce, urządzać ją, puszczać w ruch, pilnować. Tak się zatapiał w tym rozmarzeniu, że chwilami najwyraźniej słyszał około siebie i czuł tę przyszłą fabrykę. Widział stosy materiałów, widział kantor, kupujących, szalony ruch, jaki panował. Czuł jakąś wielką falę bogactw płynącą mu pod stopy (Reymont, s. 5).
Szwajcar przepuścił go bez trudności na wielki, ciemny dziedziniec, obstawiony z trzech stron olbrzymimi gmachami, które połyskiwały setkami okien i wrzały nieustannym głuchym hukiem maszyn pracujących, bo oddziały tkackie i przędzalniane z powodu nawału roboty szły już od miesiąca dniem i nocą.
Z czwartej strony, zamykającej ten długi czworobok przed olbrzymim kominem, stał wysoki trzypiętrowy budynek, podobny do wieży, przez którego słabo oświetlone okna majaczyło w szalonym ruchu olbrzymie koło rozpędowe.
Przeszedł obok niskich, bezczynnych teraz pawilonów, gdzie były farbiarnie włóczki i mydlarnia, bo z olejów otrzymywanych przy odtłuszczeniu wełny prócz potażu robiono i szare mydło; szedł obok pieców z daleka już czerwieniejących się wielkimi ogniskami, które rzucały krwawe smugi światła na kupy węgla leżące niedaleko i wszedł do wieży.
Kilku półnagich, czarnych od pyłu ludzi zwoziło nieustannie węgiel wózkami, a kilku innych wrzucało go do palenisk.
Na razie nie spostrzegł nic w półmroku, w którym główne koło, niby jakiś gad potworny, skręcony w kłębek, z szybkością szaloną rozpryskując stalowymi błyskami, wypryskiwało z ziemi, gdzie było do połowy zanurzone, rzucało się w górę z szaleństwem, jakby chcąc rozbić te więżące je mury i uciec, zapadało z wściekłym świstem, wyrywało się znowu, i biegło bezustannie i z taką szybkością, że nie można było uchwycić jego kształtu, widać było tylko drżącą mgłę błysków, odpryśniętych od stalowej polerowanej powierzchni, która srebrnawą aureolą pędziła za kołem i przepełniała ciemną wieżę miliardami ostrych iskier.
Kilka olejnych lampek przyczepionych do ścian, drżącymi płomykami oświetlało tłoki, które niby stalowe, grube jak drzewa ręce pracowały również nieustannie, z jednostajnym, przeszywającym świstem, jakby usiłowały z nadaremną wściekłością pochwycić to koło już oburącz trzymane i wiecznie się wymykające (Reymont, s. 153–154).
Gwizdawki piały przenikliwie i ze wszystkich stron, z południa i z północy, ze wschodu i zachodu miasta zrywały się ryki metalowych gardzieli, łączyły w jeden chór, rozdzielały na pojedyncze tony, a darły zgrzytem powietrze.
Fabryka wznosiła się jak potężny zbiornik siły, której tchnienie zdawało się przypłaszczać do ziemi te szeregi nędznych, pokrzywionych domów. Czuć było, że te wielkie gmachy huczące setkami maszyn, z wolna wysysają całą żywotność tej starej dzielnicy, zamieszkałej przez rój tkaczów ręcznych, że zjadły i dogryzają do reszty ten drobny ręczny przemysł, który tutaj kwitnął kiedyś, a który się jeszcze bronił rozpaczliwie, bo bez nadziei zwycięstwa (Reymont, s. 155).
Wstawał o szóstej rano, kładł się o północy, nie wyjeżdżał nigdzie, nie bawił się, nie używał życia ani milionów, nie żył prawie — pracował tylko, pochłonięty wirem interesów i tą rzeką pieniędzy jaka przepływała przez jego ręce — fabryka, oplotła go jak polip tysiącami ramion i ssała bezustannie — wszystkie myśli, wszystek czas — wszystkie siły (Reymont, s. 316).
Monotonny, suchy stukot warsztatów tkackich, trzęsących się szarymi szkieletami za przepalonymi szybami okien, przepełniał powietrze i łączył się z potężnym szumem fabryki Müllera.
Moryc Welt przeszedł szybko umierającą dzielnicę, bo go przejmowała wstrętem nędza rozpadających się domów i denerwował go ten suchotniczy stukot warsztatów i to życie tętniące tak słabo, jakby ostatkami sił.
Lubił gwar potężnych maszyn; huk potwornych organizmów fabrycznych przenikał go słodkim uczuciem siły i zdrowia, a sam widok wielkich fabryk usposabiał wesoło.
Uśmiechnął się bezwiednie do gmachów Müllera huczących robotą, spojrzał życzliwie na przędzalnię Trawińskiego, stojącą obok i długo ślizgał się oczami po czerwonych, cichych pawilonach fabryki starego Bauma, stojącej naprzeciwko, której okna zasnute kurzem i pajęczyną patrzały tak martwo, jak umierające oczy.
Za Trawińskim, przedzielony tylko kilkoma pustymi placami, budował Borowiecki, a raczej przebudowywał starą meisnerowską fabrykę, którą kupił za bezcen, bo kilkanaście lat stała bezczynną (Reymont, s. 201).
KOMENTARZ
Wyraz fabryka pochodzi od łacińskiego słowa fabrica i oznacza rzemiosło, warsztat, wytwarzanie czegoś sztuką rzemieślniczą, co z kolei powiązane jest ze słowem faber oznaczającym „rzemieślnik” – jak referuje zakres znaczeniowy tego słowa Etymologiczny słownik języka polskiego Andrzeja Bańkowskiego. Natomiast jego nowoczesne, dziewiętnastowieczne znaczenie powiązane jest z wielkimi wytwórniami przemysłowymi i do nich odnosi się w języku niemieckim słowo fabrik i francuskim fabrique. Funkcjonujące zamiennie w języku polskim słowo zakład, jak wskazuje Polski słownik etymologiczny Witolda Mańczaka, wywodzi się z prasłowiańskiego *zakladъ, który jest rzeczownikiem od czasownika *za-klasti ‘kłaść’. Łódź, jako miasto fabryk, założenie fabryczne, w leksyce i znaczeniach odnosi się do źródłosłowu łacińskiego i niemieckiego. Z kolei słowo faber osadzone w kontekście nowoczesności wskazuje na wytwórcę, w połączeniu z homo oznacza człowieka wytwarzającego – homo faber. W kontekście nowoczesności określenie to sygnalizuje jakościową zmianę w pojmowaniu kondycji ludzkiej, która w trzeciej ćwiartce dziewiętnastego stulecia została mocno powiązana z etosem pracy przenikającym już całe społeczeństwo doprowadzając do utożsamienia określenia homo sapiens z homo faber. Jak zauważył Krzysztof Iszkowski:
w roku 1872, przekonanie o tym, że tylko praca i wyjątkowe talenty usprawiedliwiają uprzywilejowaną pozycję społeczną było już na tyle rozpowszechnione, że założyciel elitarnej francuskiej szkoły Sciences Po – Émile Boutmy – otwarcie pisał, że klasy wyższe muszą bronić swojej politycznej hegemonii, powołując się na kompetencje i zdolność osobistego zarabiania pieniędzy – co wymagało zdobycia formalnego wykształcenia otwierającego drogę do kariery w publicznej lub prywatnej administracji (Iszkowski, 2017).
Dzięki dokonanym przez rewolucję przemysłową odkryciom i wytworzonym dobrom, w trakcie następnego stulecia średnia długość życia podwoiła się, zniknęło widmo głodu, a majątek ludzkości trzydziestokrotnie się pomnożył. Homo faber to zatem jednostka ludzka, która działa, wytwarzając obiekty, narzędzia, rzeczy i nimi manipuluje w celu realizacji własnych lub uzgodnionych społecznie zamiarów. To pojęcie oznacza zarówno właściciela fabryki jak i zespół ludzki złożony z jednostek dla niego pracujących w swoistej hierarchii specjalizacji. Z przypisanym zakresem obowiązków na podstawie umowy o pracę, której warunki stopniowo się polepszały wraz z postępem technicznym i demokratyzacją społeczeństwa, nabywaniem przez klasę robotniczą i ogół warstw pracujących (klasa ludowa) praw pracowniczych i obywatelskich.
Formą pierwotną wobec fabryki jest manufaktura, w której wykonywana jest przede wszystkim praca ręczna, chociaż w obróbce surowca do postaci gotowego produktu używane są maszyny napędzane energią wody. Pierwsze manufaktury lokowane były poza miastami, wymagały bowiem dostępu do wody jako siły napędowej maszyn oraz taniej siły roboczej, którą mogła zapewnić wiejska ludność. Jeśli mężczyźni pracowali na własnej roli, zatrudniano kobiety i dzieci. Po wynalezieniu i upowszechnieniu maszyny parowej, zapobiegliwi właściciele angielskich manufaktur zauważyli, że górnicy pracują w kopalniach, ale ich żony i dzieci dysponują czasem, który można wyzyskać. Dlatego pierwsze fabryki zaczęły powstawać przy kopalniach, gdzie węgiel był dostępny na miejscu i koszty jego transportu były znikome. Zatem fabryki to zakłady produkcyjne, w których pojawia się już maszyna parowa, napędzająca inne maszyny w ciągu technologicznym wymagającym obsługi i nadzoru (Behemoth Freeman, 2018).
Podobnie w Łodzi, w pierwszej połowie XIX wieku przemysł włókienniczy miał charakter manufakturowy. Dlatego też był lokowany i rozwijał się w dolinach dwóch rzek: w dolinie Łódki – przemysł farbiarski i w dolinie Jasieni – przemysł bawełniany. Wyodrębniony teren fabryczny służył inwestycjom nad Jasienią i zasilanymi przez nią stawami, w których spiętrzono sztucznie wodę, by napędzały stare młyny przekształcone na folusze i magle. Tutaj osiedlano fabrykantów łódzkich wspartych pożyczkami rządowymi, dzięki którym mogli założyć manufaktury. Natomiast pierwsze murowane budynki fabryczne wzniesiono w latach 1825-1828. W 1825 roku, nieopodal Piotrkowskiej, przy Ulicy Emilii powstał bielnik – rządowy zakład płócienniczy, zwany później bielnikiem Kopischa, który go przejął od rządu w 1828 r. W dwupiętrowym murowanym pomieszczeniu zamontowano magiel, folusz, bielnik i krochmalnię. Była to typowa manufaktura napędzana wodą. Pochodzący z Saksonii Fryderyk Wendisch w 1826 r. wybudował przy tej samej ulicy trzypiętrową przędzalnię z maszynami napędzanymi wodą z Jasieni. To także była manufaktura. Takich manufaktur w okolicy Jasieni powstało jeszcze kilka. W 1827 r. Jan Traugott Lange, farbiarz także z Saksonii, na swojej posesji wybudował dwa budynki: farbiarnię i drukarnię. Napęd maszyn zasilany był wodą z Jasieni. Pierwsza fabryka napędzana siłą pary powstała dopiero po powstaniu listopadowym. Ludwik Geyer, największy w ówczesnym czasie przemysłowiec, który oparł swoją produkcje na bawełnie, w latach 1835 – 1837 wybudował trzypiętrowy gmach fabryczny przy ulicy Piotrkowskiej 282. W budynku zamontowana została parowa przędzalnia i mechaniczna tkalnia. Współcześni nazwali ten pierwszy fabryczny zakład przemysłowy Łodzi, już na ów czas otynkowany, „białą fabryką” (Rynkowska, 1970, s. 27–30).
Dzisiaj mieści się w nim siedziba Muzeum Włókiennictwa eksponująca zarówno dziedzictwo w postaci obiektów technicznych, jak i bogatych zbiorów dokumentujących fazy rozwoju łódzkiego przemysłu i sztuki tkaniny. W muzeum mieści się także skansen – drewniane domy tkaczy, których ekspozycja ukazuje wczesną fazę rozwoju włókiennictwa w Łodzi. Kulturowe DNA miasta, dziś postindustrialnego, to przez instytucje muzealne z dumą propagowane dziedzictwo przemysłowe. Łódzki magistrat oferuje zresztą szereg wydawnictw, które poświęcone są także historii miasta. W jaki sposób jest ona prezentowana? Świadczy o tym chociażby poniższy fragment jednej z publikacji zrealizowanych w ramach periodyku, poświęconego w znacznej mierze Ludwikowi Geyerowi i jego „białej fabryce”:
Przędzalnia posiadała wymiary 122×29, 25×25 łokci. Na wszystkich kondygnacjach znajdowały się dwie sale z 26 oknami wychodzącymi na Piotrkowską. Na dachu pokrytym gontami znajdował się belweder, wsparty na czterech drewnianych kolumienkach, z platformą krytą cynkiem – roztaczał się stąd piękny widok na okolicę. Pod daszkiem umieszczono dzwon, wzywający robotników do pracy. Na parterze znajdowały się tylko cztery ogniska kominkowe, bowiem sale fabryczne ogrzewano parą z kotłów, doprowadzaną żelaznymi rurami. W 1838 r. dobudowano do korpusu przędzalni, z lewej strony, trzypiętrowy pawilon, a w podwórzu wykończono murowany budynek, gdzie pod koniec 1838 r. Geyer zainstalował pierwszą w Łodzi maszynę parową o mocy 60 KM. Tu stanął też pierwszy łódzki komin fabryczny. Trzypiętrowy pawilon z prawej strony przędzalni dobudowano w 1848 r. Na tej samej posesji (dziś ul. Piotrkowska 280) stał jednopiętrowy murowany budynek fabryczny, kryty gontami. Od Piotrkowskiej miał na parterze jedną izbę z 4 oknami i drzwi wejściowe z kilkoma schodkami. Na piętrze znajdowały się dwie izby i 5 okien frontowych. W latach czterdziestych mieściły się na parterze blacharnia, tokarnia i ślusarnia, a na piętrze warsztaty stolarskie. W budynku tym – zachowanym do dziś – odbywały się w karnawale zabawy, a wędrowne trupy aktorskie urządzały przedstawienia – stąd nazwa „dom zabaw”. Pod koniec lat pięćdziesiątych rodzina Geyera zamieszkała w tym budynku. W pobliżu stała kuźnia. Drugi kompleks fabryczny rozwijał się po zachodniej stronie Piotrkowskiej, na południe od Jasieni (dziś ul. Piotrkowska 303/305). W 1847 r. do dwupiętrowego budynku po Rundzieherze dobudowano dwa pawilony i trzy przystawki na krochmalnię i farbiarnię. W jednej przystawce mieściła się druga geyerowska maszyna parowa, przy której stał komin „znakomitej wielkości z cegły wymurowany, zwykle do maszyn parowych używany”. W dziesięć lat później z tej samej maszyny parowej korzystał także zbudowany przez Geyera w 1856 r. młyn parowy. W fabryce używano jako siły napędowej także kół wodnych. W latach czterdziestych fabryka rozwijała się nadal szybko. Liczba wrzecion wzrosła do 20384, a moc maszyn parowych do 120 koni. Zatrudniała około 700 robotników. Fabryka była kompletnym zakładem, prowadzącym wszystkie działy produkcji bawełnianej: przędzalnię, tkalnię, drukarnię, farbiarnię i wykańczalnię. Geyer sprawił, że jego przedsiębiorstwo stało się najlepszym zakładem wielkoprzemysłowym włókienniczym w Łodzi w latach 1840–60. Był on jedynym wielkim kapitalistą, którego fabryka przetrwała bez szwanku w realiach restrykcji carskich, nałożonych na Łódź po powstaniu 1831 roku. […] Zbudowanej nad stawem fabryce nadał kształt podkowy, wierząc, że przyniesie mu fortunę. Tak bardzo mu na tym zależało, że nie zastosował się do woli architekta, nadzorującego budowę fabryki. Południowa ściana budynku miała wmurowany pierwszy komin parowej kotłowni, wprowadzonej w naszym mieście do napędu maszyn za pomocą kotłów Watta. […] W swojej fabryce Geyer kazał wymurować okna jak w kościele – o kształcie półokrągłym. Podobno dlatego, że chłopi zarzucali mu sprowadzenie do Łodzi diabła zionącego dymem. Geyer nakazał też budowniczym zaopatrzyć fabrykę w 365 równomiernie rozłożonych okien – dokładnie tyle, ile dni liczy rok. Dobudował jeszcze dodatkowe okno w dachu – na rok przestępny. Pragnął, aby każdego dnia docierało tam słońce. Żądny zysku fabrykant życzył sobie, by w jego warsztatach złote promienie zmieniały się w złote rubelki. I tak dzięki ogromnej pracy robotników rosła Geyerowa fortuna. […] Kryzys przedsiębiorstwa Ludwika Geyera rozpoczął się w latach pięćdziesiątych, a on sam umarł w 1869 roku w kompletnej biedzie (Grzegorczyk, 2009, s. 121–122).
Ludwik Geyer był „właścicielem” fabryki, a zatem przedsiębiorcą–lodzermenschem, nie zaś bezosobową władzą firmy. Firmę zawsze utożsamiano z konkretnym człowiekiem. Jak zauważył Eric Hobsbawn: „w wyobrażeniach większości ludzi, jak i zresztą i w rzeczywistości, kapitalizm wciąż oznaczał biznes zarządzany przez jednego właściciela-kierownika, a raczej przez konkretną rodzinę właścicieli. Ogólnie rzecz biorąc, typowe przedsiębiorstwo pierwszej połowy stulecia było finansowane ze środków prywatnych, na przykład rodzinnych […], choć mogło to także oznaczać, że firma dysonująca kapitałem w większości pozyskanym w taki sposób swe bieżące działania finansowała w znacznym stopniu z kredytu” (Hobsbawn, 2014, s. 307).
Geyer był rzutkim i sprytnym przedsiębiorcą. Ściągnięty do Łodzi staraniami samego Raymunda Rembielińskiego, Prezesa Komisji Województwa Mazowieckiego, oprócz rodziny, kilku urządzeń fabrycznych, mebli, książek, przywiózł 12 cetnarów bawełny, za którą, dzięki staraniom o ulgi, nie zapłacił cła. Sprzedał ją korzystnie w Łodzi powiększając swój kapitał początkowy. Budowę płuczkarni przy ulicy Piotrkowskiej prowadził bez niezbędnych zgód władz i nielegalnie korzystał z wody położonego w pobliżu stawu. Po powstaniu listopadowym, wykupił kilka podupadłych przez powstańczą zawieruchę manufaktur i umiejętnie wyzyskał wsparcie carskich władz, u których starał się o odszkodowania za straty poniesione przez powstańcze walki. Ale doceniono go nie za lojalność, lecz raczej za ekonomiczny potencjał. Dlatego też, spośród innych fabrykantów, którzy ponieśli znaczne straty, najlepiej przetrwał ten trudny czas w Łodzi. Umiejętnie wykorzystał subwencje rządowe i pożyczki bankowe zwłaszcza z Banku Polskiego w milionowej kwocie. Ta pożyczka pozwoliła mu sprowadzić zespół maszyn z Belgii (Lewicki, 1971, s. 32–42).
Fabryka to zatem kompleks budynków, maszyn i ludzi poddanych specjalizacji, obiekt ludzkiej pracy, w którym surowiec masowo przetwarzany jest w towar. Fabryka to jednocześnie soczewka skupiająca najbardziej istotne kwestie, problemy i zjawiska nowoczesności. Bowiem jej czynne w tamtej epoce wnętrze odzwierciedla nie tylko stosunki społeczne między dwoma głównymi klasami, które tworzą nowoczesne miasto przemysłowe: burżuazją i robotnikami. Fabryka jest scenerią różnych, nieraz krańcowo skonfliktowanych przekonań światopoglądowych i aspiracji, wartości jakich nadaje się pracy i ludzkiemu życiu oraz statusowi jej właściciela. To ona staje się w końcu scenerią protestów, buntów, strajków, dążeń niepodległościowych i rewolucji, rodzących się i działających idei politycznych, jednym słowem wszystkich dynamicznych zmian, które w końcu doprowadzają do demokratyzacji, powstania związków zawodowych i praw chroniących pracowników.
W Łodzi niezwykle ciekawie, nawiązując do dziedzictwa antycznego Europy, relacje między burżuazją a robotnikami w fabryce prezentuje ikonografia przedstawień detali architektonicznych na portykach lub w formie witraży, reliefów czy płaskorzeźb. Tendencje estetyczne i ideowe wynikające z historyzmu, eklektyzmu programującego architekturę kamienic, fabryk i pałaców fabrykanckich często przyjmują wyraz diady antycznych alegorii reprezentujących Handel i Przemysł na fasadach, ale także oznaczającym klasy społeczne: burżuazję i robotników. Tę pierwszą wyraża postać Hermesa z kaduceuszem – boga kupców, złodziei, pisma i miar, pokoju i umów, wynalazków, przewodników, przywódców i pośredników; tę drugą postać Hefajstosa z młotem bądź zębatym kołem – boga kowali i rzemieślników, tych którzy poprzez pracę przetwarzają za pomocą narzędzi i żywiołów materię w rzecz użyteczną, w produkt. To dwie odsłony homo faber; merkuriańska burżuazja spełnia rolę klasy dominującej, zarządczej, organizującej prace i zbyt towarów, gromadzącej kapitał i nim zarządzającej, to ona reprezentuje intelekt, umysł liczący i spekulujący; druga odsłona to robotnicy przekształcający materię w produkt przy pomocy narzędzi pod paternalistycznym przewodnictwem burżuazji. Źródłową scenerią dla tych stosunków i napiętych relacji jest fabryka. Jej zarys jako budynku został uwidoczniony na płaskorzeźbie w gabinecie pałacu Schweikertów (obecnie instytut Europejski w Łodzi) i stanowi drugi plan tego przedstawienia. Na pierwszym widzimy Hermesa, który opierając dłoń z kaduceuszem na globie ziemskim stoi nad siedzącym, muskularnym, łysym robotnikiem i wyciąga do niego drugą rękę. Robotnik trzyma koło zębate, które podobnie jak młot, jest atrybutem Hefajstosa. Obydwie klasy reprezentują przeciwieństwa, które zderzone ze sobą, wytwarzają energię zmian, ruch postępu, dlatego też w planach ikonograficznych zastygają w pokojowym partnerstwie. Zafałszowuje ono rzeczywistą relację opartą na wyzysku i konflikcie, i zarazem funkcjonuje jako obraz dialektyczny w myśli Waltera Benjamina, wymagający analizy znaczeń:
Pod pozorem korzystnej dla obu stron współpracy skrywa się wyzysk mas pracujących, co pozwala widzieć w alegorycznej postaci Hefajstosa zdominowanego robotnika reprezentującego klasę, która nie osiągnęła w pełni samoświadomości, nie wywalczyła dla siebie praw zapewniających godne życie Ponadto robotnicy nie korzystają z bogactw, które wytwarzają, dlatego nie żyją w owej „pełni” Drogą do osiągnięcia tych praw była w Łodzi rewolucja 1905 roku. W ten sposób alegoria z płaskorzeźby w pałacu Schweikertów, jak każda alegoria rozpatrywana przez Waltera Benjamina, odsłania prawdę i stanowi przeciwieństwo pięknego pozoru. Praca intelektualna, właściwa burżuazji i fizyczna, właściwa robotniczym masom, zastąpiły dzieło czasu (Owczarek, 2024, s. 496–497).
Owa relacja przyjęła ostatecznie kształt cywilizowanej umowy społecznej między pracodawcami i pracownikami w demokratycznym społeczeństwie.
Ludzka cywilizacja jest fabryką, bowiem niewielka klasa właścicieli korporacji i największych koncernów zarządza dzisiaj niewyobrażalnym majątkiem, na który tak naprawdę pracuje reszta ludzkości, i tylko istnienie prawodawstwa międzynarodowego i krajowego w państwach o właściwych standardach cywilizacyjnych zabezpiecza masy pracowników przed wyzyskiem. Aczkolwiek zwyczajny Kowalski jest już realnym poddanym cyfrowych latyfundiów Musków i Zookerbergów.
KORESPONDENCJE
Olbrzymie te budynki odcinały się z wielką czystością na tle ciemniejącego nieba. Las kominów strzelał do góry, las gęstych, prostopadłych, wąskich rur żelaznych lub murowanych, balustradką u góry obwiedzionych. Poza fabrykami rozciągały się czarne, ponure płaszczyzny, zlewające się z linią horyzontu. U stóp czerwonych murów tuliły się małe, drewniane baraki. U góry strzeliły nagle miniony świateł. Tysiące okien fabryczny rozgorzało wspaniałą iluminacją jak miasta włoskich wybrzeży w czasie uroczystości. Ta orgia światła zdawała się płynąć wewnątrz budynków potokami całymi [i] wylewać się na zewnątrz. Z daleka Łódź cała gorzała, pławiąc się w jakiejś purpurowej powodzi.
Pierwodruk i podstawa wydania: G. Zapolska, Z miasta zbrodni. Szkic, „Gazeta Narodowa” 1889, nr 120 z 24 maja, s. 1; nr 1222, z 26 maja; nr 123, z 28 maja, s. 1-2; Przedruk w: G. Zapolska, Z miasta zbrodni: szkic; Przyjdź królestwo Twoje: z cyklu „Modlitwa Pańska”, red. P. Boczkowski, Łódź 2015.
WSPÓŁCZEŚNIE
Fabryka
Dzisiejsza fabryka jest węzłem danych, energii i materiałów – ma produkować taniej i szybciej, ale też czyściej (dekarbonizacja, retencja wody, efektywność energetyczna) i sprawiedliwiej (BHP, well-being, partycypacja). Globalizacja wyniosła wytwórczość poza Europę, co w Łodzi po 1990 r. przełożyło się na deindustrializację, bezrobocie i depopulację; obecnie obserwujemy korektę kursu (reshoring/friend-shoring), a więc szansę na przemysł bliżej konsumenta, ale już z inną logiką: cyfrową, zieloną i kapitało-ludzką. Adaptacje pofabryczne (np. Manufaktura) pokazują przejście od „kapitału produkcyjnego” do kapitału społecznego i kulturowego: dziedzictwo staje się infrastrukturą rozwoju (usługi, turystyka, kreatywność), a nie tylko pamiątką. Kluczowy zwrot regulacyjny to EPR/ESG i gospodarka cyrkularna. Producent odpowiada za cały cykl życia, a raportowanie niefinansowe i taksonomia UE wymuszają mierzalność efektów. W praktyce „fabryka XXI wieku” musi łączyć automatyzację z kompetencjami ludzi (reskilling, human-centric 5.0), efektywność z odpornością (cyberbezpieczeństwo, skracanie łańcuchów), oraz innowację z inkluzyjnością (jakość pracy, równość szans). W tle – cele SDG (klimat, czysta energia, godna praca, zrównoważone miasta), które nadają temu wektor normatywny.
Fabryka w świetle globalnych trendów – od miasta kominów do miasta wiedzy. Współczesna cywilizacja doświadcza przesilenia, które wiąże się z transformacją z modelu industrialnego w nowy, wciąż jeszcze niedookreślony paradygmat, bazujący na technologiach cyfrowych i sztucznej inteligencji. Ta ewolucja redefiniuje fabrykę – od fordowskiej manufaktury, charakteryzującej się koncentracją na pracy fizycznej, która jest często deprecjonowana w retoryce współczesnej gospodarki, do zaawansowanej, zautomatyzowanej, a przede wszystkim świadomej ekologicznie i społecznie Smart Factory. Transformacja ta jest kluczowa dla globalnych trendów, które wymuszają na zakładach pracy osiąganie celów nie tylko ekonomicznych, ale i etycznych, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych skutków globalizacji.
Przemysł 4.0/5.0 i Narodziny Smart Factory
Przejście od tradycyjnych, hierarchicznych systemów przemysłowych, wymagających ludzkiej interwencji, do nowoczesnej produkcji, odbywa się pod hasłem Przemysłu 4.0. Czwarta rewolucja przemysłowa opiera się na intensywnej cyfryzacji, Internecie Rzeczy (IoT), Big Data oraz sztucznej inteligencji (AI). Jej celem jest zwiększenie wydajności, redukcja kosztów i optymalizacja procesów. Kluczowym elementem tej transformacji jest Smart Factory – inteligentna fabryka, która integruje systemy cyber-fizyczne (CPS) z chmurą obliczeniową i zaawansowaną robotyką. Współczesna fabryka staje się węzłem danych, energii i materiałów. Kluczowe technologie w Smart Factory to:
- IoT i IIoT (Industrial IoT), które umożliwiają urządzeniom zbieranie, wymianę i analizę ogromnej ilości danych w czasie rzeczywistym, co jest niezbędne do optymalizacji systemu.
- AI (sztuczna inteligencja) i ML (nauczanie maszynowe), które przetwarzają te dane w celu optymalizacji harmonogramów produkcji, usprawnienia operacji i redukcji odpadów.
- Predykcja awarii (Predictive Maintenance), która jest jednym z najbardziej znaczących osiągnięć, wykorzystującym algorytmy uczenia maszynowego do prognozowania awarii sprzętu i planowania konserwacji proaktywnie. Pozwala to zredukować nieplanowane przestoje nawet o 50% i obniżyć koszty utrzymania o 20%.
Dla monitorowania efektywności, Smart Factory wykorzystuje zaawansowane wskaźniki. Chociaż w źródłach nie ma bezpośredniej definicji OEE (Overall Equipment Effectiveness) czy „udziału stanowisk 5.0”, mierzenie stopnia automatyzacji i liczby projektów AI/ML jest kluczowe dla zarządzania siecią i optymalizacji procesów. Fabryki te muszą zapewniać sterowanie energią w czasie rzeczywistym oraz gwarantować ultramałe opóźnienia komunikacji (real-time), co jest niezbędne dla operacji o znaczeniu krytycznym (np. sterowanie ruchem). Ewolucją Przemysłu 4.0 jest Przemysł 5.0, który powstał jako odpowiedź na niezamierzone efekty uboczne skupienia się wyłącznie na technologii (alienacja, nierówności w dostępie cyfrowym). Przemysł 5.0 wprowadza podejście human-centric, umieszczając człowieka i planetę w centrum rozwoju przemysłowego. Polega to na promowaniu współpracy między człowiekiem a maszyną (koboty), przy czym rola pracowników zmienia się z wykonawców zadań manualnych na decydentów i osoby rozwiązujące problemy.
W obliczu rosnących napięć geopolitycznych, globalna gospodarka przechodzi przez proces „de-risking” (ograniczania ryzyka). Proces ten koncentruje się na dwóch strategiach:
- Reshoring – zwiększenie polegania na zaopatrzeniu krajowym (wewnętrznym) względem zagranicznego, co redukuje całkowitą zależność od dostawców zewnętrznych.
- Friend-shoring – zmiana źródła zaopatrzenia z „rywali” na „przyjaciół” (kraje sprzymierzone), przy minimalizowaniu ogólnej zmiany w zależności od zaopatrzenia zagranicznego.
Symulacje ekonomiczne pokazują, że cofnięcie integracji globalnej do poziomów z 2000 roku powoduje znaczące straty globalnego PKB (4.5% dla reshoringu, 1.8% lub 0.4% dla friend-shoringu, zależnie od podejścia). Niemniej jednak, te strategie są postrzegane jako szansa na przeniesienie przemysłu bliżej konsumenta, choć za cenę częściowej rezygnacji z dotychczasowych korzyści efektywnościowych wynikających ze specjalizacji w Globalnych Łańcuchach Wartości (GVC).
Nowy model gospodarczy jest głęboko zakorzeniony w idei Gospodarki Opartej na Wiedzy (często utożsamianej z new economy), która wykorzystuje wiedzę i informacje, a także kapitał intelektualny. Wiedza staje się „uniwersalnym substytutem” wypierającym inne elementy potencjału wytwórczego. Rozwój technologiczny wymaga wsparcia przez R&D, klastry i ścisłą współpracę na linii uczelnia-przemysł.
Dzisiejsza fabryka nie może już być tylko szybka i tania. Ma działać czyściej — ograniczać emisje, zużycie wody i energii — oraz sprawiedliwiej wobec ludzi i otoczenia. Ten zwrot nie jest wyłącznie deklaracją; stoi za nim konkret: EPR, ESG i CSRD. Najpierw CSR – społeczna odpowiedzialność biznesu. To dobrowolna obietnica firm, że w swoich decyzjach biorą pod uwagę nie tylko zysk, lecz także wpływ na pracowników, społeczności lokalne i środowisko. Na tej bazie wyrasta ESG – ramy, które robią z CSR „rzecz mierzalną”. Litery mówią same za siebie: E jak środowisko, S jak kwestie społeczne, G jak ład korporacyjny. Przedsiębiorstwo ma już nie tylko „starać się”, ale mierzyć i raportować: ile emituje, jak dba o bezpieczeństwo pracy, jak zarządza ryzykiem i etyką. Nad tym wszystkim czuwa CSRD, unijna dyrektywa, która wprowadza twardy obowiązek ujawniania informacji o zrównoważonym rozwoju. Innymi słowy: więcej danych, większa porównywalność, mniej greenwashingu. Efekt? Fabryka XXI wieku to zakład, który potrafi połączyć automatyzację z odpowiedzialnością – produkuje konkurencyjnie, ale w sposób przejrzysty, proekologiczny i społecznie uczciwy.
- Inteligentne fabryki dążą do osiągnięcia celu „Green Factory”, który ma na celu zrównoważony rozwój i zysk. Technologie cyfrowe, takie jak IIoT, mogą przyczynić się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Transformacja cyfrowa może poprawić efektywność energetyczną i zasobową. Efektywność zasobowa (energo- i wodooszczędność) staje się istotną przewagą konkurencyjną. Transformacja cyfrowa oferuje możliwość wniesienia wkładu w GOZ, np. poprzez projektowanie produktów zmniejszające zużycie zasobów i odpadów. Niemniej jednak, cyfryzacja niesie ze sobą ryzyko, takie jak efekt odbicia (wzrost produkcji i konsumpcji) oraz problem produkcji elektroodpadów.
- Kwestie społeczne obejmują warunki pracy, BHP, różnorodność i wpływ przedsiębiorstwa na społeczności lokalne. Cyfrowy dobrostan (Digital well-being) wymaga od firm wspierania użytkowników w znalezieniu równowagi w korzystaniu z technologii i zwiększonej świadomości potencjalnych uzależnień.
- Postęp cyfrowy i automatyzacja prowadzą do redukcji etatów wymagających powtarzalnych czynności. Zjawisko to wymaga osłony społecznej i reskillingu pracowników, aby mogli oni zdobyć nowe kompetencje i uniknąć wykluczenia cyfrowego. Transformacja miejsc pracy musi być projektowana tak, by była społecznie i indywidualnie korzystna.
- Odpowiedzialne przedsiębiorstwa muszą dbać o to, by godna praca i poszanowanie praw człowieka były przestrzegane w całym łańcuchu dostaw. Koncepcja Cyberbezpieczeństwa Przemysłowego (OT security) jest kluczowa dla ochrony krytycznych systemów przed cyberzagrożeniami i utrzymania integralności procesów produkcyjnych w Smart Factory.
Wszystkie te działania muszą być zgodne z SDG alignment, czyli mapowaniem operacji przedsiębiorstwa do celów zrównoważonego rozwoju ONZ. Technologie cyfrowe są niezbędne do osiągnięcia celów SDG, takich jak SDG 8 (wzrost gospodarczy i godna praca), SDG 9 (przemysł, innowacje), SDG 11 (zrównoważone miasta), SDG 12 (odpowiedzialna konsumpcja i produkcja) oraz SDG 13 (działania na rzecz klimatu).
Transformacja miast postindustrialnych, takich jak Łódź, jest świadectwem przejścia od „miasta kominów” do „miasta wiedzy”. Adaptacje pofabryczne (np. Manufaktura) i Adaptive Reuse hal fabrycznych pokazują, jak dziedzictwo przemysłowe zyskuje wtórne życie. Przestrzeń jest adaptowana pod handel, kulturę, biura czy mieszkania. Ten proces wiąże się z przejściem od „kapitału produkcyjnego” do kapitału społecznego i kulturowego. Dawne fabryki, zamiast być tylko pamiątkami, stają się infrastrukturą rozwoju (usługi, turystyka, kreatywność). Choć ta Placemakingowa strategia, gloryfikująca klasę kreatywną i nowoczesność, może prowadzić do gentryfikacji i wypierania dawnych mieszkańców na margines, stanowi ona materialny symbol transformacji ekonomicznej, w której wartość generowana jest przez wiedzę, innowacje i doświadczenia, a nie wyłącznie przez masową produkcję. Podsumowując, współczesna fabryka, napędzana przez technologiczne innowacje Przemysłu 4.0/5.0, staje się Smart Factory – ekosystemem danych i zautomatyzowanych procesów. Wyzwania geopolityczne (reshoring) i środowiskowe (dekarbonizacja, GOZ, ESG) wymuszają produkcję cyfrową, zieloną i kapitało-ludzką. Ta przemiana nie tylko kształtuje nowy model globalnej wytwórczości, ale także definiuje na nowo tkankę miejską, gdzie industrialne dziedzictwo, poprzez Adaptive Reuse, staje się katalizatorem nowej Gospodarki Opartej na Wiedzy.
Transformacja fabryki jest niczym złożony system cyber-fizyczny (CPS), w którym fizyczna infrastruktura (maszyny, budynki) musi być stale synchronizowana z wirtualnym modelem (dane, algorytmy, cele ESG). Podobnie jak w Smart Factory, w której predykcja awarii jest lepsza niż reaktywne naprawy, tak i w gospodarce globalnej, systemy typu reshoring i Just Transition są próbą proaktywnego zarządzania niestabilnością i ryzykiem, zamiast biernego reagowania na kryzysy.
Bibliografia
Behemoth Freeman, J. B., (2018), A History of the Factory and the Making of the Modern World. W.W. Norton & Company, New York (NY).
Cao, Z., Wen, X., Ai, S., Shang, W., Huan, S., (2024), “A Decentralized Authentication Scheme for Smart Factory Based on Blockchain”, Scientific Reports, 14, 24640, https://doi.org/10.1038/s41598-024-76065-x
Cerdeiro, D., (2024), “The Price of De-Risking Reshoring, Friend-Shoring, and Quality Downgrading”, IMF Working Papers, 2024(122), https://doi.org/10.5089/9798400269646.001
Dyczko, A., (2024), “Cybersecurity of IT/OT Systems in Key Functional Areas of a Mining Plant Operating on the Basis of the Idea of Industry 4.0”, Mining Machines, 42(2), s. 139–164, https://doi.org/10.32056/KOMAG2024.2.5
Grzegorczyk, A, (red), (2009), „Ilustrowana Encyklopedia Historii Łodzi, Z. 4. Pierwsza połowa wieku XIX. Narodziny przemysłu”, Piotrkowska 104. Miesięcznik Łódzki, Urząd Miasta Łodzi.
Handzel, Z., Stolińska, A., Tyl, K., Urbanczyk W., Werewka J., (2024), „Studia w zakresie cyberbezpieczeństwa a zapewnienie potrzeb bezpieczeństwa IT/OT w przedsiębiorstwach”, Zeszyty Naukowe WSEI, 1(20), s. 133–160, https://doi.org/10.60154/ZeszytyNaukoweWSEI.2024.20.1.07
Hobsbawn, E., (2014), Wiek kapitału 1848–1875, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa.
Iszkowski, K., (2017), Homo faber: ofiara własnego sukcesu https://liberte.pl/homo-faber-ofiara-wlasnego-sukcesu/ (data dostępu: 29.12.2005).
Josbert, N. N., Wei, M., Wang, P., Rafiq, A., (2024), “A Look into Smart Factory for Industrial IoT Driven by SDN Technology: A Comprehensive Survey of Taxonomy, Architectures, Issues and Future Research Orientations”, Journal of King Saud University – Computer and Information Sciences, 36(5), 102069, https://doi.org/10.1016/j.jksuci.2024.102069
Kosiakiewicz, W., (2008), Bawełna, Wydawnictwo eConn, Łódź.
Lewicki, S., (1971), Kariera miasta Łodzi, Książka i Wiedza, Warszawa.
Li, Z., Mei, X., Sun, Z., Xu, J, Zhang, J., Zhang, D., Zhu, J., (2025), “A Reference Framework for the Digital Twin Smart Factory Based on Cloud-Fog-Edge Computing Collaboration”, Journal of Intelligent Manufacturing, 36, 3625–3645, https://doi.org/10.1007/s10845-024-02424-0
Liderman, K., Księżopolski, A., (2025), „Cyberbezpieczeństwo łańcuchów dostaw”, Cybersecurity & Cybercrime, 1(8), https://c2.amw.gdynia.pl/issue/16856 (data dostępu: 29.12.2025).
Lipski, A., (2024), „Ideologiczny i społeczny kontekst gospodarki kreatywno-kognitywnej”, Nierówności Społeczne a Wzrost Gospodarczy, 80(4), s. 5–20, https://doi.org/10.15584/nsawg.2024.4.1
Lung, O., Leadership, F., (2025), “Competencies, and Organizational Readiness for Industry 6.0”, Review of Management and Economic Engineering, 24(3), 185–207, https://doi.org/10.71235/rmee.215
Mączyńska, E., (2025), Gospodarka i system społeczny. Aspekty instytucjonalne, Biuletyn PTE, 1(108).
Mikuła, B., (2024), „Zarządzanie talentami w organizacjach opartych na wiedzy – istota, modele, problemy”, Studia Ekonomiczne, 1(13), 5-22, https://open.icm.edu.pl/handle/123456789/24825 (data dostępu: 29.12.2025).
Mosleuzzaman, M., Arif, I., Siddiki, A., (2024), “Design and Development of a Smart Factory Using Industry 4.0 Technologies”, Academic Journal on Business Administration Innovation & Sustainability, 4(04), 89–108, https://doi.org/10.69593/ajbais.v4i04.131
Owczarek P., (2024), Merkuriańska Łódź i antyczne ikony nowoczesności, [w:] K. Badowska, T. Cieślak, K. Pietrych, K. Radziszewska (red.), „Łódź. Miasto modernistyczne”, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, s. 496–497.
Raouf, I. Kumar, P., Khalid, S., Kim, H. S., (2025), Comprehensive Analysis of Current Developments, Challenges, and Opportunities for the Health Assessment of Smart Factory, International Journal of Precision Engineering and Manufacturing-Green Technology, 12, 1321–1338, https://doi.org/10.1007/s40684-025-00694-4
Rynkowska, A., (1970), Ulica Piotrkowska, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź.
Tuszyńska, L., (2024), „Cele zrównoważonego rozwoju w Agendzie ONZ – 2030 a kompetencje społeczne nauczycieli, niezbędne do ich realizacji”, Rynek Pracy, 188(1), 6–, https://rynekpracy.publisherspanel.com/article/01.3001.0054.4572/pl (data dostępu: 29.12.2025).
Zajdel, K., (2023), “Ukrainians’ Experience of School Evaluation in Poland”, Pedagogika Społeczna, 3(89), https://doi.org/10.35464/1642-672X.PS.2023.3.07
Zajdel, M., (2011), „Wybrane teorie rozwoju regionalnego oraz lokalnego a rynek pracy”, Studia Prawno-Ekonomiczne, LXXXIII.
Zapolska G., (1889), Z miasta zbrodni. Szkic, „Gazeta Narodowa”, nr 120 z 24 maja, s. 1; nr 122, z 26 maja; nr 123, z. 28 maja, s. 1-2; Przedruk w: G. Zapolska, Z miasta zbrodni: szkic; Przyjdź królestwo Twoje: z cyklu „Modlitwa Pańska”, red. P. Boczkowski, Łódź 2015.
Zarzycka E., (2025), Corporate Digital Responsibility: Istota i raportowanie; Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, https://doi.org/10.18778/8331-776-2
RUCH, (jako kategoria funkcjonowania nowoczesnego miasta)
[…] brudne światło wciskało się przez małe zapocone szybki, zasnute brudem i parą, wyłaniając z nich zarysy pełniejsze maszyn i ludzi, ale w tym szaro–zielonawym świetle, po którym pływały długie smugi czerwonych oparów i gdzie pyliły się nimby gazowych świateł – i ludzie i maszyny wyglądali jak nieprzytomni, jak widziadła porwane straszną siłą ruchu; jak jakieś strzępy, pyły, drzazgi skłębione, splątane, rzucone w wir, który z hukiem się przewalał (Reymont, s. 8).
– Pan się przypatruje miastu! Pan sprawdza, że Myszkowski racji nie ma, bo jakby robili, jak on chce, to by tutaj nie stały te domy, te pałace, te fabryki, te składy, tu nie byłoby Łodzi! Byłby ładny kawałek lasu, gdzie by sobie mogli obywatele wyprawiać polowania na dzikie świnie.
– Nam nic nie szkodziłoby to, panie Dawidzie.
– Panu może nie, panu Wysockiemu to nie wiem, ale dla mnie potrzebną jest Łódź, mnie potrzeba fabryk, wielkiego miasta i wielkiego handlu! Co ja robiłbym na wsi? co ja robiłbym z chłopami – wykrzyknął.
– Byłbyś pan pachciarzem – rzekł zimno Borowiecki, oglądając się za dorożką.
– I pomiędzy nimi jest taka konkurencja, że z głodu umierają.
– Tylko ci, co nie umieją oszukiwać chłopów i obywateli.
– To jest gadanie? to jest tylko antysemickie gadanie, w które pan nie wierzy, bo pan dobrze wie, że płotkę zjada duży kiełbik, kiełbika zjada okoń, a okonia zjada szczupak, a szczupaka? Szczupaka zjada człowiek! A człowieka zjadają drudzy ludzie, jedzą go bankructwa, jedzą choroby, jedzą zmartwienia, aż go w końcu zjada śmierć. To wszystko jest w porządku i jest bardzo ładnie na świecie, bo z tego robi się ruch (Reymont, s. 147).
Oparł się o jakiś parkan i bezsilnym, ogłupiałym wzrokiem patrzył na morze domów, na setki kominów bijących brudnymi kłębami dymów, na fabryki huczące pospieszną pracą, na ruch, jaki wrzał dookoła, na tę wiecznie czynną, twórczą i potężną, energię ludzką, uprzedmiotowaną w tym mieście, a potem na te spokojne obszary błękitu, przez które szło słońce (Reymont, s. 157).
KOMENTARZ
Ruch nie istnieje bez energii i napędzanej nią siły. Energia zaś jest motywem przewodnim XIX stulecia. Jej wytwarzanie – związane pierwotnie z żywiołem ognia, który w połączeniu z żywiołem wody (wykorzystywanej w manufakturach) wytworzył siłę w silniku parowym – stało się w tej epoce tak łatwe i dostępne, że umożliwiło rewolucyjne przemiany cywilizacyjno–kulturowe. Jak stwierdził Jürgen Osterhammel: „Już nie mechanizm wywodzący się z czasów przednowoczesnych, lecz dynamiczny związek oddziaływań był myślą przewodnią nauk przyrodniczych w XIX w. […] Również ciała musiały mieć swój udział w uniwersum nieograniczonej i, jak pokazał Helmholtz, niezanikającej siły. Abstrakcyjna, filozoficzna «siła robocza» w ujęciu klasycznej ekonomii politycznej stała się pod wpływem fizycznej termodynamiki «ludzkim motorem», który jako skomplikowany system mięśni i nerwów można było dopasować do zaplanowanych czynności roboczych, ale i też eksperymentalnie i dokładnie obliczyć jego stosunek energii przyjmowanej i wydatkowanej”. Fascynacje energią w XIX stuleciu przejawiali zarówno Europejczycy jak i Amerykanie. Osterhammel zauważył że industrializacja w swoim najważniejszym aspekcie jest niczym innym, jak przemianą w energetyczny reżim. Niedostatek lub brak taniej energii prowadzi zatem do sytuacji kryzysowych grożących mechanizmom gospodarczym i całokształtowi różnorodnych procesów społecznych. Jeśli nawet przy obfitych zasobach naturalnych społeczeństwa przedindustrialne, poza ludzką silą roboczą, wykorzystywały naturalne źródła energii, takie jak: wodę, wiatr, drewno opałowe, torf i zwierzęta, które przetwarzały energię z pożywienia i pasz w siłę mięśni, to cywilizacja przemysłowa wykorzystywała energię otrzymywaną z paliw kopalnych z użyciem coraz bardziej wydajnych maszyn i technologii służących jej pozyskaniu (Osterhammel, 2013, s. 868).
Zatem, przy szerokim ujęciu tego zjawiska zrozumiałą staje się konstatacja, za którą optuje Przemysław Czapliński, iż: „energia nowoczesna wykształca również nowe społeczeństwo. Rodziny, klasy i narody tracą spoistość, mieszają się, przenikają nawzajem i tworzą zbiorowość o nieokreślonej konsystencji”. Jak zauważa Czapliński, trudno jest określić, czy w wyniku takich fluktuacji i „powszechnych przemieszczeń” możliwe jest powstanie jakiejkolwiek trwałej struktury społecznej (Czapliński, 2019, s. 320).
Reymont również lokuje w centrum nowoczesności energię, która w Ziemi obiecanej, jak określa jej właściwości Czapliński „drga, promieniuje, faluje, oddziałuje”. Czapliński stawia znak równości między w ten sposób określoną w powieści energią jako zdolnością do wykonania pracy a potencją przeprowadzenia zmian. W tak pojętym „polu oddziaływania energii wszystko staje się plastyczną masą”. Zatem możemy określić miasto opisane przez noblistę, pole nowoczesnej energii, które „pociąga wszystkich, ponieważ umożliwia tworzenie siebie i rzeczywistości bez wzorów, bez uzależnień wstecznych, bez genealogicznych ograniczeń”. Jako pole wyzwolone spod oddziaływania tradycyjnych sił i hierarchii społecznych (Czapliński, s 317).
Tętno nowoczesności bije rejestrze uwolnionym od dawnego porządku i ulega stałemu przyspieszeniu. Magdalena Popiel dostrzegła w Reymontowskich opisach Łodzi zawartych w liście pisarza do Jana Lorentowicza (list z 5.09.1896 r.) nie tylko „potworność” przemysłowego mechanizmu, jaką przypisuje miastu noblista, ale także fascynację ową „bestią”:
Dla mnie Łódź jest jakąś mistyczną wprost potęgą ekonomiczną, mniejsza, czy złą lub dobrą, ale potęgą, która ogarnia swoją władzą coraz szersze kola ludzkie, która połyka chłopa, odrywa go od ziemi i wyrywa, i robi to tak samo z inteligentem, tak samo z pierwszym lepszym macherem, tak samo z najostatniejszym i robotnikiem – jest to wielki, trawiący ludzi i ziemię żołądek, tylko żołądek wiecznie głodny. Milioner czy robotnik jest tam tylko materiałem, paliwem zwykłym. […] Uwielbiam masy ludzkie, kocham żywioły, przepadam za wszystkim, co się staje dopiero – a wszystko to mam w tej Łodzi, więc się nie dziwcie, że trawi mnie gorączka pochwycenia tętna tego niesłychanie bujnego życia (Popiel, 2014, s. 51).
Wystarczy przypomnieć słynny dialog Kazimierza Trawińskiego z Dawidem Halpernem i finalna wypowiedź drugiego z interlokutorów
Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz (Reymont, s. 90).
Dla Popiel z wielkiej trójcy ruchu, pieniądza i handlu, ten pierwszy to „klucz” do odczytania Ziemi obiecanej. W powieści „ruch” pojawia się wielokrotnie, jakby „otwierał” najistotniejsze sensy opisanej przez Reymonta nowoczesności:
znowu przybędzie miastu fabryk i domów, i ruchu (s. 148);
mógł widzieć ten ruch szalony, przewalanie się towarów, huk maszyn pracujących (s. 148);
Piotrkowska huczała zwykłym codziennym ruchem (s. 191);
w październiku puszczamy [fabrykę] w ruch (s. 197);
zapatrzony w ten wir błysków, drgań, cieniów i świstów, pokrywający szalony ruch koła (s. 154). [wszystkie podkreśl. M. Popiel].
Wedle Popiel, synonimem dla „ruchu” najistotniejszym w powieści jest „życie”. Ruch to bowiem formuła bytu świata nowoczesnego, który przejawia się poprzez: „powodzenie w interesach, to nowe fabryki, kwitnący handel, praca maszyn, ludzi, całego miasta”. U Reymonta, jak przekonana jest Popiel:
Między pracą, ruchem i energią został postawiony znak równości; wszystko sprowadza się do ludzkiej aktywności – wiecznej, twórczej i potężnej. Tak sformułowana zasada egzystencji podlega absolutnej afirmacji. Jako prawo najwyższe wykracza poza zwykłe kryteria moralne. Jego siła i powszechność zastosowania wystarczy, by stało się prawem bezwzględnym, niedopuszczającym żadnej weryfikacji (Popiel, 1996, s. 51–52).
Popiel wyróżnia dwa warianty owego ruchu, które go wewnętrznie różnicują w powiązaniu z fenomenem fabryki: jej budowanie jawi się inaczej niż samo jej funkcjonowanie. Reymont przedstawia budowanie fabryki przez Borowieckiego „jako twórczy i celowy wysiłek”. Fabryka „rośnie” jak człowiek od fundamentów do wyższych kondygnacji, jako ruch obietnicy niosący nieokreśloną nadzieję i w trybie antropomorfizującej metafory sugeruje pozytywne znaczenie owego ruchu. Natomiast praca funkcjonującej fabryki to automatyczny ruch zarówno maszyn jak i robotników, to mroczny, odhumanizowany proces: „wszystko wiruje, drży w ruchu bez początku, którym powinien być trud fizyczny, i bez końca, tj. bez owoców tego wysiłku”.
Kiedy fabryka jest realizującym się planem, nad którym panuje bohater – Borowiecki – ruch tego tworzenia jest pozytywnie nacechowany. Kiedy czytelnik wędruje z nim po fabryce Bucholca, przestrzeń wypełniona automatycznym ruchem maszyn i ludzi potwornieje, energia wypełniających ją sił tworzy ciemny wynaturzony wymiar, w którym:
Formy niepokojące dziwacznym kształtem, chaotycznym ruchem, gwałtownością przemieszczeń są miarą natężenia tej energii. To ciasne, szczelnie zapełnione wnętrze stwarza efekt zagrożenia; groźba katastrofy tkwi w każdej formie nadmiaru, przepełnienia, gwałtownego wzrostu (Popiel, 1996, s. 54).
Ruch, praca, energia są zatem nośnikami i efektem sprzecznych sił nowoczesności, nieustannie zderzających się gwałtownych przeciwieństw,
KORESPONDENCJE
Ruch jest ważna oznaką rozwoju miasta, obecną również w Bawełnie Wincentego Kosiakiewicza:
Była to chwila, kiedy przemysł łódzki, po chwilowej drzemce, pełnej snów przykrych i ciężkich, obudził się do nowego okresu rozwoju. Z początku powoli zaczęło się ruszać, potem coraz prędzej i coraz prędzej, aż i oto wszystkie duże i małe interesy zostały wciągnięte w wir ruchu gorączkowego i nieustającego. Do miasta płynęły teraz zewsząd rzeki całe zamówień i Łódź wrzała, niby rozlewający się naokoło, szumiący i gwałtowny przypływ morski (Kosiakiewicz, s. 26).
Tuwim połączył ruch nie tylko z koniunkturą ale i także, nieco prześmiewczo z „odnową” krajobrazu miejskiego Łodzi i wyglądem mieszkańców:
Gdy fabryki łódzkie dostają jakieś większe zamówienie, gdy zjawia się koniunktura – zaczyna tam świecić słońce, zakwitają bzy, słowiki turkocą w Helenowie, błoto się mieni spektralnymi kolorami, a ospali lodzermensche stają się übermenschami, odzyskują gibkość ruchów, żywość spojrzeń, bystrość myśli. Pietryna wre. Grynbergi, Grynfeldy, Grynsteiny i Goldbergi uwijają się po mieście jak opętani, wyskakują z dorożek, wskakują do kawiarni, telefonują, zapisują, telegrafują, jadą, wracają, znowu jadą, notują, obliczają: „Fynef und cwancyk… zyben und drasyk… hundert achcyk…”, „gemacht, zrobione, to ja do niego zadzwonię, panie Grynholz, leć pan do Grand Cafe, ja pójdę tymczasem do banku, hallo, panie Goldberg, no co? Hallo, panie Grynszpan załatwione?” Sto tysięcy skaczą– cych nieprzytomnych Grynmacherów wprawia Łódź w drgawki geszeftu. Ten febryczny stan łódzkiej ulicy ma fachową nazwę: „Ruszyło się” (Tuwim, 1934, s. 19).
WSPÓŁCZEŚNIE
- Historyczna dynamika, migracja, intensywność bodźców i narodziny metropolii
Historia Łodzi jako miasta przemysłowego stanowi doskonałą ilustrację, w jaki sposób masowy ruch ludności determinuje ewolucję cywilizacyjną i przestrzenną. Rewolucja przemysłowa, która rozpoczęła się w XVIII wieku i nabrała tempa w kolejnych stuleciach, spowodowała gwałtowne procesy urbanizacyjne, charakteryzujące się masowymi migracjami ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy.
W przypadku Łodzi, historycznej stolicy włókiennictwa, powstanie nowych fabryk i zapotrzebowanie na siłę roboczą skutkowało intensywnym napływem ludności, co przekształcało wsie w nowe ośrodki miejskie. Ten magnetyzm koncentracji był związany z możliwością rozwoju osobistego i uzyskania pracy. Gwałtowny przyrost ludności w efekcie industrializacji wywołał jednak liczne problemy, takie jak przeciążenie ludnościowe, niewydolność komunikacyjna i pogorszenie warunków życia.
Intensywność bodźców i kontaktów odróżnia metropolię od małego miasteczka, były w Łodzi potęgowane przez wielokulturowy krajobraz i konieczność adaptacji do dynamicznie zmieniającego się, kosmopolitycznego środowiska. W kontekście współczesnej metropolii, miasto staje się węzłem łączącym przestrzenie geograficzne, wymiary mentalne i obszary funkcyjne, a jego atrakcyjność wynika z złożoności zjawisk i generowania charakterystycznego stylu.
Historyczny „magnetyzm koncentracji” Łodzi z XIX wieku, wynikający z poszukiwania pracy i rozwoju osobistego, ma swój współczesny, choć odwrócony, odpowiednik w zjawisku suburbanizacji oraz w strategii przyciągania kapitału ludzkiego i talentów. Podczas gdy w XIX wieku Łódź przeżywała masowe migracje ze wsi do miast i napływ imigrantów, co skutkowało gwałtownym przyrostem ludności, obecnie region łódzki charakteryzuje się ubytkiem migracyjnym mieszkańców oraz ujemnym przyrostem naturalnym. Zdecydowana większość emigrujących mieszkańców Łodzi nie opuszcza regionu, lecz przenosi się przede wszystkim na tereny gmin okalających stolicę regionu, co jest zjawiskiem charakterystycznym dla większości wielkich, dużych i średnich miast w Polsce. Ten proces suburbanizacji prowadzi do rozwoju funkcjonalnego regionu Łodzi, zamieszkałego przez ludność charakteryzującą się miejskim stylem życia i silnie powiązaną ze stolicą regionu przez codzienne dojazdy do pracy. Największy napływ ludności, charakteryzującej się często wyższymi dochodami i lepszym wykształceniem, notują gminy sąsiadujące ze stolicą regionu, takie jak Aleksandrów Łódzki, Nowosolna, czy Tuszyn. Suburbanizacja przyczynia się do umocnienia regresu demograficznego Łodzi. Miasto, które jest najstarszym regionem w Polsce pod względem odsetka seniorów, ma jednocześnie najsłabszy potencjał rozwojowy wśród wielkich miast.
- Ruch jako dynamika społeczna i technologiczna
Ruch w mieście postrzegany jest wielowymiarowo. To nie tylko przemieszczenie fizyczne (transport), ale także ruch społeczny – dynamika powstawania i upadku fortun oraz kształtowania się nowych klas, zawodów i stylów życia. Nowoczesne społeczeństwa charakteryzuje mobilność. Mobilność jest definiowana jako zdolność do zmiany położenia, w tym wymiar odległościowy, czas i liczba podróży. Współcześnie nadal jest to kluczowy wyznacznik nowoczesności. Nowoczesne technologie informacyjno-komunikacyjne, w tym powszechność smartfonów, technologia 5G, Big Data i robotyzacja, stanowią system nerwowy miasta i spoiwo różnorodnych aktywności, wynosząc miasto na wyższy poziom rozwoju.
Rozwój nowoczesnej infrastruktury (komunikacja publiczna, drogi, sieci telekomunikacyjne) stanowi kontynuację XIX–wiecznego trendu dążącego do skracania dystansów i zwiększania tempa życia. Rozwój transportu pasażerskiego i towarowego przyczynia się do rozwoju społeczno-gospodarczego regionów. Jednakże, o ile rozwój transportu samochodowego przyczynił się do skrócenia czasu codziennych podróży, to jednocześnie spowodował narastanie problemów, takich jak kongestia (korki), która już w XIX wieku była wąskim gardłem rozwoju miast, a współcześnie jest jednym z poważniejszych problemów transportowych.
- Zrównoważony ruch i inkluzywność w polityce miejskiej
Miasta, których siła przyciągania wygasła (jak Łódź, borykająca się ze starzeniem się społeczności i deindustrializacją), muszą dążyć do wyhamowania niekorzystnych tendencji i ponownie wzbudzić ducha miasta. Władze Łodzi realizują projekty i interwencje mające na celu zapobieganie kurczeniu się miasta, skupiając się na rozwoju nowej, lepszej infrastruktury (np. dworzec Łódź Fabryczna, Łódzka Kolej Aglomeracyjna) i reorganizacji transportu. W kontekście rosnącej urbanizacji, degradacji środowiska i presji ekonomicznej, kluczowym celem polityk miejskich jest zrównoważona mobilność. Nowoczesne podejście opiera się na humanistycznym zwrocie w planowaniu transportu, stawiając człowieka w centrum.
Współczesna metropolia, aby generować charakterystyczny styl i przyciągać przedsiębiorców oraz mieszkańców, staje się węzłem łączącym przestrzenie geograficzne, wymiary mentalne i obszary funkcyjne. Łódź jako miasto, które posiada unikatowe aspekty (kultura, relacje społeczne), stara się konkurować na rynku mieszkaniowym jako fajna alternatywa dla Warszawy, oferująca mieszkania z fajnym rysem historycznym po dużo niższej cenie. Zrównoważona mobilność miejska (SUMP – Sustainable Urban Mobility Plan) oznacza stan, w którym zaspokajanie potrzeb mobilnościowych odbywa się z poszanowaniem i antycypacją uwarunkowań społeczno-demograficznych, ekonomicznych i środowiskowych, w tym także przyszłych pokoleń.
Zrównoważony ruch dąży do redukcji negatywnego wpływu transportu na środowisko, zwłaszcza poprzez minimalizację emisji dwutlenku węgla (dekarbonizacja) i zanieczyszczeń powietrza. Konieczne jest wspieranie form mobilności alternatywnych wobec samochodu, takich jak transport publiczny, ruch pieszy i rowerowy. Miasta, w tym Łódź, modernizują floty transportu zbiorowego, kupując pojazdy elektryczne i tworząc dla nich ekologiczne linie. Polityki mobilności kładą nacisk na dostępność i atrakcyjność transportu dla wszystkich grup użytkowników, w tym osób z ograniczeniami mobilności. Likwidacja barier komunikacyjnych i architektonicznych jest elementem wyrównywania szans.
- Nowoczesne miasto XXI w.: Pogodzenie pędu z jakością życia
Współczesne miasta, zwłaszcza te o statusie Smart City, starają się integrować pęd technologiczny ze zrównoważeniem, odpornością i uspołecznieniem. Do podstawowych narzędzi zarządzania ruchem i przestrzenią, które mają na celu poprawę jakości życia mieszkańców i ograniczenie negatywnych skutków pędu urbanizacyjnego, należą:
- Inteligentne Systemy Transportowe (ITS), oparte na telematyce i zaawansowanych technologiach informatyczno-komunikacyjnych, jest kluczowym elementem inteligentnej mobilności w Łodzi. Głównym celem w Łodzi było upłynnienie ruchu i usprawnienie komunikacji publicznej. W efekcie zastosowania systemu osiągnięto średnią minimalizację czasu przejazdu dla pojazdów indywidualnych o blisko 30% oraz redukcję dla transportu zbiorowego o 9,6%. Ponadto systemy ITS (np. rejestracji pojazdów przejeżdżających na czerwonym świetle) przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. ITS, wykorzystując dane w czasie rzeczywistym, pozwala na adaptacyjne sterowanie sygnalizacją świetlną w celu optymalizacji przepływu ruchu i zmniejszenia zatorów.
- Koncepcja Miasta 15–minutowego to model urbanistyczny, który ma za zadanie pogodzić pęd z jakością życia. Zakłada zapewnienie dostępu do podstawowych usług życiowych (praca, zakupy, usługi, rekreacja) w odległości 15 minut pieszo lub rowerem od miejsca zamieszkania. Koncepcja ta ma na celu ograniczenie dominacji samochodów i jest odpowiedzią na dążenie do miast zwartych (compact city), promujących piesze i rowerowe spacery.
- Nowoczesne miasto planuje strefy piesze i zieleńce, które spowalniają rytm i zwiększają interakcje społeczne. Miasta, jak Łódź, dążą do renaturyzacji rzek (np. Łódki) i kompleksowej modernizacji energetycznej budynków (Eco City), by redukować ślad węglowy i poprawiać lokalny mikroklimat. Priorytet dla ruchu pieszego w planowaniu przestrzennym jest kluczowy, ponieważ piesi nawiązują najwięcej interakcji, czyniąc przestrzeń miejscem integracji społecznej.
- Od chaosu do łączności – wyzwania w Łodzi
Mimo technologicznego postępu, wyzwanie nowoczesności pozostaje podobne jak w Łodzi z epoki Reymonta: by ruch oznaczał rozwój społeczny i łączność, a nie chaos i wyobcowanie jednostki w tłumie. W Łodzi, mimo wdrożenia ITS i pozytywnych zmian w transporcie zbiorowym, największy problem nadal tkwi w kongestii (korkach) w godzinach szczytowych, z którą system ITS w opinii ankietowanych sobie nie poradził. Łódź, borykająca się z depopulacją centralnych obszarów na rzecz stref podmiejskich (suburbanizacją), musi całościowo myśleć o dostarczaniu usług publicznych i zarządzaniu ruchem w całym obszarze funkcjonalnym.
Jeśli chcemy, by miasta naprawdę „jeździły” sprawnie, musimy myśleć szerzej niż tylko o korkach i pasach ruchu. Przyszłość mobilności to włączanie wszystkich użytkowników i ograniczanie „transportochłonności” – czyli potrzeby ciągłego przemieszczania się – dzięki dobrym usługom cyfrowym (planowanie podróży, bilet w telefonie, zdalna praca i usługi blisko domu). Polityka transportowa powinna zaczynać się od pytania: *czego potrzebuje pasażer?* – a dopiero potem: *jak poprowadzić samochody?* Kluczowe jest kształtowanie nawyków: przesiadka na komunikację zbiorową, rower, spacer czy współdzielone przejazdy. To trudne tam, gdzie auto wciąż bywa „znaczkiem statusu”, ale bez tej zmiany nie będzie ani płynności, ani czystego powietrza.
Koncepcja Smart City 5.0 podpowiada kierunek: technologia ma służyć człowiekowi i przyrodzie, a nie na odwrót. Miasto ma być dostępne, odporne na kryzysy i przyjazne na co dzień. O sukcesie decyduje kapitał społeczny – zaufanie i współpraca – oraz inkluzywność, by intensywność ruchu i zmian łączyła ludzi, a nie spychała ich na margines. To sedno idei „happy city”: wygodne do życia, sensownie zorganizowane, z dobrym transportem publicznym.
W tle zmienia się też struktura społeczna. Dzisiejsza „nowa klasa średnia” definiuje się stylem życia (mobilność, komunikacja, usługi, kreatywność), nie tylko zasobami. Rośnie waga zawodów opartych na informacji, a całe społeczeństwo ćwiczy rezyliencję – zdolność do szybkiego powrotu do równowagi po wstrząsach.
„Uspołecznione” miasto XXI wieku to takie, które zapewnia dostępność dla wszystkich: od dzieci po seniorów i osoby z niepełnosprawnościami. To szczególnie ważne w dzielnicach o zwartej zabudowie i niedoborze zieleni, gdzie starsi mieszkańcy potrzebują bliskich, bezpiecznych tras i wygodnych przesiadek. Nowoczesna urbanistyka dąży do homeostazy – rozwoju bez nadmiernych kosztów społecznych, środowiskowych i finansowych.
W praktyce miasto powinno działać jak laboratorium zrównoważonych rozwiązań: łączyć zaawansowane technologie (informacja w czasie rzeczywistym, integracja taryfowa, mikromobilność) z odpowiedzialną polityką publiczną (priorytet dla transportu zbiorowego, ulicy przyjazne pieszym, więcej zieleni). Prosto mówiąc: mniej „blachy”, więcej jakości życia.
Bibliografia
Beim, M., Mazur, B., Pistelok, P., (2023), Zrównoważona mobilność w polityce transportowej miasta, Instytut Rozwoju Miast i Regionów, Warszawa, https://doi.org/10.51733/opm.2023.08
Budna, K., Leoniuk, A., Równa A., (2024), „Nowoczesne rozwiązania w zakresie inteligentnej i zrównoważonej mobilności miast. Studium przypadku miasta Pekin”, Akademia Zarządzania, 8(3), https://doi.org/10.24427/az-2024-0048
Czapliński, P., (2019), „Księga założycielska polskiego kapitalizmu. O Ziemi obiecanej Reymonta”, Teksty Drugie, nr 5.
Kobielska, M., Madej K. (red.), (2024), Ruchy społeczne we współczesnej Polsce – uwarunkowania, narzędzia i możliwości, Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław.
Kolasińska–Morawska, K. Sułkowski, Ł., Brzozowska, M., Morawski, P. (red.), (2025), Transport w Smart City – Zrównoważony Transport w Zdrowej Tkance Miejskiej,. Akademia WSB, Dąbrowa Górnicza.
Kos, B., Krawczyk, Mercik, G., Tomanek, R., (2022), Mobilność miast przyszłości, Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, Katowice, https://doi.org/10.22367/uekat.9788378758235
Kosiakiewicz, W., 2008, Bawełna, Wydawnictwo eConn, Łódź.
Kwiatkiewicz, P., Maciejewski, R., Wyszyński, J., (2025), Dekonstrukcja urbanistyki. Metropolie 15-minutowe, polityka energetyczna i cyberbezpieczeństwo przestrzeni miejskiej, Wydawnictwo WNPiD UAM, Poznań.
Michalska-Żyła A., (2024), „15–minutowe zielone miasto kompaktowe – koneksje, wyzwania i perspektywy”, Nowa Polityka Wschodnia, 2(41), 28–42, https://doi.org/10.15804/npw20244102
Osterhammel J.,(2013), Historia XIX wieku. Przeobrażenie świata, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań.
Podgórniak-Krzykacz, A., Przywojska, J., (2024), Zrównoważone systemy transportowe miast – wprowadzenie do problematyki, [w:] A. Podgórniak-Krzykacz, J. Przywojska (red.), Rozwój zrównoważonych, inteligentnych i odpornych miejskich systemów transportowych – perspektywa mieszkańców, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, https://doi.org/10.18778/8331-459-4.1
Popiel, M., (1996), Wstęp, [w:], W. S. Reymont, „Ziemia obiecana”, Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław.
Sitnik, K., (2023), Dostępność piesza usług krytycznych w Warszawie w kontekście koncepcji miasta 15–minutowego, Prace i Studia Geograficzne, 68(3), 37–54. https://doi.org/10.48128/pisg/2023-68.3-03
Szymczyk, M., (2024), Inteligentne Systemy Transportowe – możliwości i efekty ich zastosowania w miastach – przykład Łodzi, [w:] A. Podgórniak–Krzykacz, J. Przywojska (red.), „Rozwój zrównoważonych, inteligentnych i odpornych miejskich systemów transportowych – perspektywa mieszkańców”, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, https://doi.org/10.18778/8331-459-4.6
Świrek, K., (2022), „Klasa średnia i „choroba braku granic”, Praktyka Teoretyczna, 3(45), 339–359, https://doi.org/10.19195/prt.2022.3.14
Tuwim, J., (1934), „Wspomnienia o Łodzi”, Wiadomości Literackie, nr 33, s. 19.